Twórczość literacka Klaudii Rogowicz

O Klaudii

a poniżej jej twórczość:

Urodziła się 5.04. 1987 w Zabrzu, mieszka w Dąbrowie Górniczej. Rok temu ukończyła Katolickie Liceum Ogólnokształcące w Dąbrowie Górniczej. Od trzech lat pisze dramaty, które były publikowane min. na stronach: knowacz.pl , Teatr Dla Was, Signum Polonicum, Akademia Rzygaczy, Oliwiacy oraz na stronie Piotra Majewskiego o bitwie oliwskiej.

Inspiracją dla dramatów są nieprzeciętni ludzie, o których pamięć odchodzi w zapomnienie, tematyka Kresów, patriotyzmu, niezwykłość miejsc, ulotność chwil oraz stany psychiczne człowieka i jego zachowanie w sytuacjach życiowych. W jej dramatach można doszukać się inspiracji: malarstwem, muzyką, życiem codziennym, filmem, historią oraz kulturą , tradycjami i wierzeniami innych narodów.

Od dziewięciu lat pisze też wiersze, które były publikowane na łamach takich czasopism jak: Wiadomości Zagłębia, Kurier Literacki, Raptularz Kulturalny, Polonia, Nowa Okolica Poetów, Głos Podola, Twierdza, Tygiel Kultury, Jutrzenka, Parnasik, Akant, Lamelli, Podkowiński Magazyn Kultury oraz wielu internetowych magazynach literackich takich jak: Bana, Boczny Tor, Pobocza, Kursywa, Szafa, Instynkt, Pinezka oraz Bohema.

Wiersze Klaudii zostały przetłumaczone na język słoweński i ukazały się w tamtejszym magazynie Mentor oraz łotewski i były czytane na konferencji z okazji 400-lecia bitwy pod Kircholmem. W roku 2003 ukazał się mój debiutancki tomik poetycki pt. Życie do wynajęcia.

Poezja Klaudii była nagradzana na wielu konkursach poetyckich takich jak: Zielono Mi, Dąbrowskie Lato z Poezją, XIX Sławkowska Jesień Poetycka, XX Sławkowska Wiosna Poetycka. Jej utwory były czytane na antenie Radia Katowice w audycji Poczta Poetycka przez znanego krytyka Macieja Szczawińskiego.
Dramat pt. “Listopadowa Oliwa” ukazał się jako książeczka-dodatek do magazynu Pomerania. Utwory „Chodkiewicz odchodzi!” i „Nazwij to klęską” zostały oraz zbiór wierszy „Bez przyzwolenia” wydane jako e-booki na stronie knowacz.pl.

W tym roku ukazał się zbiór dramatów zatytułowany „Białe Miasto”, który miał swoją premierę 24 kwietnia w Zamościu, na moim spotkaniu zorganizowanym w ramach cyklicznych „Podwieczorków Czwartkowych”.


Wycieczka na Łotwę

Las, las, las…

Wszędzie las…

I poza tym nic…

Rocznica

(Wspomnienie tego, co tu było w roku 1605, a czego mogło nie być, jak nie radości???)

Rano jest zielono

Idą

Przystanek- blokowiska

Parno we wrześniu

niewiedza w głowach

bo idą

W katedrze ściskają za żebra

GOD BLESS CHODKIEWICZ

CHODKIEWICZ ODPOWIADA (DO TŁUMU I MEDIÓW)

NIE MARTWCIE SIĘ

BĘDZIECIE SILNI

NIE BÓJCIE SIĘ

ŻYJĘ

A RACZEJ MOJA TRZECIA DUSZYCZKA

Pod kamieniem

kamienie leżą

ambasador

limuzyna

dzieci

chłopcy

dziewczynki

paniusie i paniczyki

Kwiaty

przynieście dwie czyste

niech się napije

CHODKIEWICZ ODPOWIADA (DO MNIE, DO NAS)

ZDROWIE

DOBRZE

TAK TRZEBA

(POWIEDZIAŁ TAK PIĘĆ RAZY)

Przynieśli

męczennicy z Arkony

KONFERENCJA GODZINA 16.00

Przyszli?

Nie wszyscy

POLSKA 1.00

Nie mogę spać

chyba wezmę

chyba to spuszczę w toalecie

jak siebie.

KONFERENCJA KONIEC 2.00 CZASU MIEJSCOWEGO

TRZEBA BYĆ SLINYM

TRZEBA

(I TAK TRZY RAZY)

CHODKIEWICZ

Przekaz był czysty

DRUGA KONFERENCJA- STO LAT NAPRZÓD

INKARNACJA- NIE MA

SAMODZIWADŁA

NIC Z NAS

WIEJE WIATR

pomnik spękany

Co tyś uczyniła, technologio, hetmanowi ,że dzięki niej znowu ukazał się w oczach speszonych, a potem wymyśliłaś śmieszny Matrix chłodu??!!

Batorego łoże wieczorne

(Opowieść trzecia i nie ostatnia)

cisza

pomiędzy

ręka

jak

żyrandol

wahanie

cień

polana

kwiaty

marmur

tylko

czaszka

cztery

piszczele

nie widzisz

jak

na

obłoku

spaceruje

gdy się

skupisz

na maku

na kąkolu…

Batorego łoże wieczorne(repryza)

Ciemny pokój,

tylko światło z dna drzwi czasem tu zagląda.

Tysiące barw rozbłysnęło na kołdrze marmurowej

i kwiaty pachną jakoś inaczej.

Pani Częstochowska strzeże jego snu,

trzymając w ręku bukiet róż.

Pustka wkoło,

tylko czasem oczy zwrócą się ku jego aksamitnej pościeli.

Nieważny ten sen

w tych ciasnych ramach łóżka!

Taniec wśród chmur dziś się rozpoczął.

Batorego łoże wieczorne(repryza)

Ciemny pokój,

tylko światło z dna drzwi czasem tu zagląda.

Tysiące barw rozbłysnęło na kołdrze marmurowej

i kwiaty pachną jakoś inaczej.

Pani Częstochowska strzeże jego snu,

trzymając w ręku bukiet róż.

Pustka wkoło,

tylko czasem oczy zwrócą się ku jego aksamitnej pościeli.

Nieważny ten sen

w tych ciasnych ramach łóżka!

Taniec wśród chmur dziś się rozpoczął.

Batorego łoże wieczorne

W krużgankach chmury tańczą z błękitem

i kwiaty kwitną w myśli kolumienek.

Rude anioły ,

przy rogatym prześcieradle marmuru

czuwają nad snem.

Psków,

Wielkie Łuki,

śpią pod skórą kamienia.

Drewniane łóżko z portretem

i sen jego w głowie.

To tylko krucha kreda!

Życie mu lepsze,

gdzieś ponad nami!

Mandy

Do Emese

TY
istoto pełności
horyzoncie poetów
wieżo wiatrów

Ty
kole łamanie świata
kościo Pana
serce plemienia

Dzięki Tobie
Rodu trwanie
poprzez Turula
akt odwieczny

Do godności wyniesiem
Pochwalona!

* * *

Nad morzem
wiatr przeze mnie
I would like to go with you
because… a nie wiem.

* * *

mury
zniszczenie
stąpanie
aż piach
na butach

* * *

Widziałam przejście
zaglądając w okno
prosta po pochyłej
i wpadłam
zatracona
w swoim uwielbieniu
dla duszy cegieł

Bez przyzwolenia

Nie mam przyzwolenia
niebo
furtka
zamknięcie
tuż przed
gdy spadłam
na nos
nie mam wstępu
bo plułam
chodnikiem
łamałam
burzyłam na obrazach

Blada twarz otwiera
usta krwawe
ulica
światła
w tłumie
pustka
wybaczono mi

* * *

Jedziemy przez Inflanty
droga
droga
droga
las
las
las
wychodzi ryś
koń stanął
dęba
przewracamy się razem.

Naszli ich Szwedzi
w dębowym gaiczku
posiekali
porąbali
na wódkę sprzedali
gdy nasi zwyciężali.

Koszyce

Nie
za daleko
kroki dwa
ulica chodnik
między stanami mnie
kamienice
niebo
gołębie
Rakoczy
co mówić
co
kwiat
flaszunia
tysiąc koron
PAMIĘTAĆ
MODLIĆ SIĘ
CZCIĆ
jest napisane
w moim duchu
odwrócenie
rewolucja
tylko
ale bogato…
Jakby to rzec?
On
ponad
w snuciu
w opadaniu
w znoszeniu
miasto
śpiew
furkot
a moje
takie
jałowe
stąpanie…

Lubowla

Zamek
Nie śpię…
tu jest…
tak jakoś…
nie wiem…

* * *

Przemówiły oczy
twe
hogy vagy?
Nie wiem
dziś nie mogę!

Stanisławowi Lubomirskiemu

Pan

Pan
stąpa równo
majestat
nie on
człowiekiem
dobry
daje nam
ale
i
pan
się musi
skończyć
dusza
nie jedno ma imię
lecz parę

zostwia
i mówi:
“To wasze”
Pan się śmieje
nie pił
krwi
tylko
węgrzyna
TAKICH TRZEBA
powiedziano
i udano się spać…

kanclerzowi i hetmanowi Janowi Zamoyskiemu

Kanclerza pustka w komnacie

Na ścianie tylko ogród haftowany nicią słońca,

obrazy i galery

płynące po morzach drewnianych ram,

pusty pokój,

tylko kurz tańczy ostatni taniec

na parkiecie biurka,

nie ma sprawozdań,

spadły jak liście

w żółtych sukienkach,

tamte chwile w szufladach

wysuwają się z wolna,

tylko jego nie ma

w bycie tego pokoju.

Katedra w Żółkwi

Nigdy tak

Pięknie

Kopuła

Niebo otwiera

Jak dziś

Sklepienie

Wirowanie

Sama zostawiona- ja

Bitwy niebieskie

Ziemskie wrota

Płoną złotem

Biorąc mnie w ramiona

Dwa milczenia

Naprzeciwko

to nie on

Powiedzieli

Małymi literami

Jak u Hrabala

Kładli Jana

Głos z ziemi znany

Powiedzieli znowu

Marmur

Lico

Dumanie

Kto to zrobił tak

Dlaczego

Pomogą zaklęcia?

Z wnętrza

Jak z moich trzewi

Głos

W NIEBIE BŁĄDZENIE

NA ZIEMI STĄPANIE

POD POKRYWĄ WSPOMINANIE

GDY DUSZĘ TWĄ PROCH OBMYJE

ZAPOMNIENIE O MNIE

NIE PATRZ W DÓŁ

ANI W GÓRĘ

PATRZ POD ME STOPY

Śniło się?

Kazanowski* zdobywa most

droga

poprzez

noc

jaśniejsza

ogniem

szum

w

szkle

zaklętym

moja

głowa

droga

nie ta

nie

tędy

trzeba

zguba moja

historio,

proszę o przebaczenie!

*Marcin Kazanowski- hetman polny koronny

Autorowi tego zwycięstwa

1.6.1.0.

łuk

po

cięciwie

jakby

prą

kliny

zamknięte

na płotach

powalenie dębów

jak w Starobociańskiej

(tylko Kominiarskiego brak)

w słońcu

witamy na murach!

Zamek II

dekonstrukcja

myśli

w

wyobrażeniu

nietrwałości

przeszłości

bełkot

proroków

nic nie

da

przed panami

języki martwe

czyn

nad

słowa

i nie powiedzą

już nic

prorocy ciemności

Zamek I

stąpanie

boso

kwiaty

dywan

słany

dla

mnie

jak

rusałka

skrzydeł

nie

mam

niebo

drzewo

z

tyłu

przede

mną

mury

czy

widzisz

to,

panie?

Klaudia Rogowicz

Jerzy Lubomirski

Studium

bohater:

Jarzy Lubomirski

(Przestrzeń, pustka, Jerzy Lubomirski stoi po środku, zdaje się zagubiony)

Lubomirski ( Zdziwiony) : Co czynię? Gdzie to wszystko?

Wolność to relatywność,

dla mnie bez niego,

bunt rozwija,

bunt buduje!

(Zamyśla się)

Coś jeszcze bracia?

(Zrywa się)

Bronić racji!

(Wyciąga szablę)

Hajda!

koniec

Halszka

Studium w jednym akcie i scenie

Postać:

Halszka Ostrogska

Scena

( Ciemne pomieszczenie, jakby komnata, siedzi w nim młoda kobieta ubrana na czarno, w lewej ręce trzyma maskę, w którą się wpatruje, zdaje się zamyślona)

Halszka ( Z przygnębieniem) : Anioł ponad wsiami rozpostarł całun i przykrył nim pół nieba.

( Po chwili milczenia)

Na nim było napisane : „ Halszko, jesteś wolna, Górka* jest złudną maską, nie ty, bo jesteś nieba ukochaną.”

(Zakłada na chwilę maskę i przechadza się w niej)

Czy to me prawdziwe lico?

(Zdejmuje ją i rzuca)

Nie! Prawdziwy ten, który mówi o sobie, wolny!

( Znowu przysiada)

A ja taka jestem?

Nie.

( Z wściekłością)

Matka*, potem ty porwałeś mnie*, co zrobiłeś? Kobieta nie po to jest, by robić z niej własność, lepszy by był niewolnik, szczęście, ze Cię nie ma!

A ty następny, panie Słucki*, idź się baw między dziadami na żebrach! Przymus, twój wróg.

( Bierze oddech i rzuca maską tak , aż spada i się łamie)

Niszczę Twą duszę, jak ty moją, Łukaszu wstrętny!

(Płacze)

Dlaczego los taki?

( Pod nosem, wściekle)

Pieniądze i matka zachłanna, dobrze Ci teraz, męcz się w Kieżmarku z tym niegodziwym, karze Cię Bóg*.

(Znowu płacze)

Dlaczego mnie tak nędznie, jak gałgan, wystawiłaś na widok?

Gdzie było Twoje serce?

Gdzie?

(Pada na ziemię)

Tak chcę wolności od was wszystkich, od Ciebie, od tych koszmarów w męskich skórach, ode mnie!

(Leży chwilę)

I tak wierzę ,że mnie wyniosą na drzwiach i powiesz, Łukaszu:

( Zmienia ton głosu na histeryczny)

„Tak mi Cię żal. Halszko, kochałem Cię ponad świat! Wybacz.”

(Wrzeszczy)

Nie! Tak Ci powiem : „Pies, kiep, dziad!”

( Roni łzy)

Do widzenia, Pan mi powiedział, że Halszki mu żal, tam lepiej jej będzie, przepraszam.

(Umiera)

Koniec

Górka- Łukasz Górka, mąż Halszki

Matka- Beata Kościelska, jej matka

Potem ty porwałeś mnie- Dymitr Sanguszko, porwał Halszkę wbrew jej matki

Słucki- Siemon Słucki, poślubił ją na rozkaz jej matki

Karze Cię Bóg- Kościelska, będąc żoną Olbrachta Łaskiego, została przez niego uwięziona na zamku w Kieżmarku.

Ogród rozkoszy naszych

Postaci:

Mikołaj Firlej

Firlejowa

Adam Kossobudzki

Dramat krótki

Scena 1

( Bydlin, Firlej ogląda ze swoją żoną dobytek, wracają koło zboru)

Firlej ( Radośnie) : Takie słońce, Pan się lituje nad światem!

Firlejowa: W rzeczy samej.

Firlej: Patrz tam, na wzgórza, jak jaśnieje od Wolbromia i opada na nasze twarze ja szczątki gwiazd, ich ostatnie tchnienia, nad którymi nikt nie płacze.

Firlejowa ( Opierając się na jego ramieniu) : Poetą jesteś…

Firlej: Trzeba być, gdy takie czasy…

Firlejowa ( Strwożona) : Tatarzy?

Firlej ( Strapiony) : Gorzej, Moskwa.

Firlejowa: Pan Kossobudzki już u nas w gościnie?

Firlej: Nie wiem…

Firlejowa: Czeka na nas zapewne, zapatrzony…

Firlej: W co?

Firlejowa ( Zamyślona) : W słońca wędrówkę od jabłoni do gruszy.

Firlej: Zapewne…

(Znikają)

Scena 2

( Dwór Firlejów, siedzi w nim Kossobudzki, czekając na gości, patrzy w okno)

Kossobudzki ( Patrząc w okno) : Tak czas płynie, jak wiele rzek jest w Siedmiogrodzie, mawia Bekiesz. Nade mną to, czego nie przewidzę, ciężko stwierdzić los świata, gdy jest się tylko ziarenkiem, przenoszonym przez wiatry dziejów.

( Wchodzą gromko Firlejowie)

Firlej ( Ściąga nakrycie głowy) : My tu z wolna, a pan czeka strapiony!

Kossobudzki ( Z uśmiechem) : Las oglądam.

Firlejowa: Piękny, nieprawdaż?

Kossobudzki : Drzewa te przypominają nasze mijanie.

Firlej: Dlaczego?

Kossobudzki : Widzimy ich życie, ledwie pamiętaliśmy ich młode liście, ich zapach, a dziś gałęzie chylą się ku korzeniom, jakby chciały powrócić tam, skąd przyszły i tak my wrócimy do przodków.

Firlej ( Zauroczony) : Piękna myśl.

Kossobudzki : W tej kancelarii nie tylko się prawi o władzy.

Firlej: Jak Zamoyski!

Kossobudzki: ach, pan kanclerz powiedziałby sześć razy więcej niż ja, zwykły wojewoda.

Firlej: Widzieliście zbór?

Kossobudzki : Tak.

Firlej: Mijamy, a świat nadal stoi, dziwne?

Kossobudzki: Tak już jest.

Firlej: Wygramy?

Kossobudzki: Mam nadzieję.

Firlejowa ( Ziewając) : Zmierzcha się.

Firlej: Rozweselmy się.

( Nalewa wina a potem wznosi toast)

Za to, co będzie, by było radosne, za tego, który rządzi, by nie zgasła mu lampa, za pana Zamoyskiego, by mądrości nigdy za mało nie miał, za wszystkich nas, zdrowie!

( Piją wino, śmieją się)

KONIEC

Opowieść o grodach

Monodram w kilku scenach

Postać:

Tomasz Zamoyski

Scena 1

( Droga na Zamość, gdzieś koło Hrubieszowa, Tomasz Zamoyski siedzi na polu i patrzy na krajobraz, jest zamyślony)

Zamoyski: Ponad dumaniem jest jeszcze wzgórze, na którym ramiona oparto, by w naszych myślach płochość.

(Przymyka oczy)

Słońce, przychodzisz tak, jak nas opuszczasz wraz z ojcem i panem hetmanem*. Konie na trawach, drganie ponad tym, boso my przez chmury, jak na Bukową Górę moja żona wczoraj idziemy, nie oglądamy się za siebie, ślad zostawiając, po którym łez znaki.

(Wstaje)

Upadek jest chwilą, która ponad niebo wzniesiona, miastem się staje.

(Zamyśla się)

Jelitowo…

(Milczy)

Ojca droga…

(Entuzjastycznie)

Tomaszów!

Jak po nim Zamość!

(Mówi w stronę nieba)

Ojcze, gdzieś gnasz z panem Stanisławem, woły ubite deszczem broczą, piorun arkebuzem. Tam macie Zwierzyniec piękniejszy, żubry, tury, dziki z gwiazd, lasy z mgły.

Ordynacja…

(Milknie)

Zamościu!

Grodzie poetów, umyśle w nas samych, który on sam stworzył, by nic po nim stracone.

Ja tą myśl rozsieję jak sosna woń. Zasadzę w Jelitowie krzew Tomasza, miasto.

(Kładzie się na ziemi, mówi pod nosem)

Obłoki, obłoki, trafiłeś w dzika!

(Wstaje)

Jesteś tam?

(Milczy)

Cisza.

(Idzie polem)

Ojcze, widzisz mnie?

Wiesz, czego pragnę?

Wiesz, co chcę czynić?

Słuchaj!

(Znika w dali)

Scena 2

( Zwierzyniec, Tomasz siedzi na jeziorem i duma)

Zamoyski ( Uradowany) :

Śpiew…

Przeistoczenie w niebo…

Moje serce…

W żalu za Tobą…

Lecz sobą…

Muszę być…

Moje to zadanie…

( Siedzi tak przez dłuższą chwilę)

Uczynię to…

(Odchodzi)

Scena 3

(Zachód słońca, Tomasz patrzy na budujący się Zamość, jest skupiony)

Zamoyski ( Po cichu) : Powstaje, powstaje.

(Patrzy w niebo)

Widzisz?

Jesteś dumny?

(Milczy)

Miasto twe kontynuuję jak żywot!

Będzie twierdza nad Gierlach, nad Chopok*, nad Krywań, a inne ręce nie wyrwą jej murów.

Kamienice Twe w rynku, moje w dali, powiedzą : „Tomaszu, Janem jesteś, ten sam błysk w źrenicy, ten sam głos, elokwencja i śmiech. Tomaszu, ty jesteś jego duchem i ciałem, gdy poszedł stąd, uderzyłeś w miejską bramę! Tomaszu, ty jak on albo młodość go przywiodła, albo to ty sam.”

Odpowiadam:

„Tomasz Zamoyski, syn Jana. Chcecie jeszcze usłyszeć?! Podziwiajcie!

Zwierzyniec, Zamość, Tomaszów… grody te moje.

Akademia, tu wasze myśli idą drogą, nie polem…

Zamość…

(Patrzy jeszcze chwilę)

Scena 4

( Tomasz leży na łące, w dole widać Zamość)

Tomasz ( Szczęśliwy) : Pięknie patrzeć na rąk rzemiosło, gdy skończona ma robota.

(Leży jeszcze chwilę)

KONIEC

Objaśnienia:

Ojciec, pan hetman- Jan Zamoyski, Stanisław Żółkiewski

Chopok- najwyższy szczyt Niżnych Tatr

Most Kazanowskiego

miniatura dramatyczna

występują:

hetman Marcin Kazanowski

wódka

towarzysz

Scena

(Ciemność, idzie Kazanowski, widzi przed sobą dwa mosty)

Kazanowski ( Zdziwiony) : Gdzie ja jestem,? Co mam zdobyć?

Wódka ( Z offu) : Ten z lewej.

Kazanowski ( Niepewnie) : Naprawdę?

Wódka: Tak.

Kazanowski ( Gromko, z wyciągniętą szablą) : Na niego!

(Biegnie z szablą i stoi na moście)

Jest nasz!

Towarzysz( Krzyczy) : To nie ten!

Kazanowski: Dlaczego?

Towarzysz ( Bierze z ziemi pustą butelkę) : Kto słucha flaszki, tego historia oceni, bijąc po łapach!

KONIEC