VICTORIA WIEDEńSKA
Kraków- obchody 325 rocznicy Victorii Wiedeńskiej- grupy rekonstrukcyjne, rekonstrukcja bitwy, przekazd przez miasto.
Prosto z Krakowa nocą wyruszyliśmy na wyprawę przez Wielkie Księstwo Litewskie w Ruś i na Inflanty.
Zdjęcia od trzeciego aż do czerwonego namiotu, z niedzielnym przejazdem przez miasto włącznie- dzięki uprzejmości Krzysztofa Trybulca.
Chyba nigdy w ostatnich latach nie zebrano tylu husarzy . Tym bardziej szkoda, że nie wykorzystano ich potencjału i przy takiej “pompie” ich udział w prezentacji oraz rekonstrukcji walk był tak nikły. Dłużej można było podziwiać Turków, niż Husarię, która przecież zdecydowała o sukcesie i Victorii… Był to nie lada wysiłek i ze strony organizatorów, a tym bardziej samych husarzy aby przyjechać i znaleźć się w jednym miejscu, a delikatnie mówiąc, jakby trochę zmarnowany.
Jakby tłumacząc czy prostując powyższe słowa, które mogły być niewłaściwie odebrane, wyjaśniam, że
to nie tyle zarzut, co uwaga dotycząca nie tylko w naszej opinii niewystarczającego wykorzystania ściągniętej husarii dotyczyła samej inscenizacji bitwy.
My, jak i wielu widzów bardziej czy mnie znających się na husarskiej rzeczy liczyło, że dużej będzie mogło podziwiać husarzy w szarży i boju. Okazaja i potencjał ku temu był.
Oczywiście w prawdziwej bitwie wiedeńskiej szarża i walka husarii procentowo nie trwała zbyt długo, bo husaria sprawnie i skutecznie rozprawiła się z przeciwnikiem… jak zwykle chciało by się rzec, choć pod Kłuszynem, aż 8-10 razy niektóre choragwie szarżowały.
Subiektywnie uważam jednak, że nawet w celach popularyzatorskich, promocyjnych, husarze mogli trochę nagiąć historię i dłużej na polu powojować.
Wydarzenia niedzielne znamy tylko z relacji i zdjęć, ponieważ my już byliśmy w trasie pod Kłuszyn.
To jednak co widzimy na tychże zdjęciach zapiera dech w piersiach i przepełnia nas szczerą radością i uznaniem wobec organizatorów (szczerze- bez wazeliny), za to że im się chciało i udało.
Tu husaria pokazała się w całej okazałości tysiącom mieszkańców, a nie tylko amatorom i fanatykom husarii.
Oglądając zdjęcia z imprezy warto zwrócić uwagę na husarza w kapalinie. Bardzo nam się podoba, że poza najbardziej powszechnym wizerunkiem husarza, pojawiają się również indywidualiści, odtwarzający mniej rozpowszechnione wizerunki husarzy.
Nie wszyscy noszą skrzydła przy napleczniku, a przy siodle oraz nie wszyscy mają klasyczne szyszaki, a oryginalne kapaliny.
for. dzięki uprzejmości organizatora imprezy
for. dzięki uprzejmości organizatora imprezy
1-szy z prawej- husarz z Ogrodzieńca w kolczudze i animie (napierśnik) oraz z kapalinem na głowie- rzadko spotykany, a wart wyjątkowej uwagi wizerunek. fot. Krzysztof Trybulec
fot. Krzystof Trybulec i kolejne zdjęcia





























































