Polska i Turcja przed wybuchem wojny

Polska i Turcja przed wybuchem wojny

a) Krótka charakterystyka przeciwników

kraj:
„Polska” (Rzeczpospolita Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego)
obszar ponad 1 mln km2, zaludnienie ok. 10 mln
ustrój monarchia na czele której stał Zygmunt III Waza (ur. w 1566; od 1587 król polski)

„Turcja” (Imperium Osmańskie)
obszar ok. 6 mln km2, zaludnienie ok. 25 mln
ustrój monarchia na czele której stał sułtan Osman II (ur. w 1603; od 1618 sułtan turecki)

Oba kraje należały w tym czasie do ówczesnych potęg militarnych. Turcja, tradycyjnie była postrzegana jako ówczesne supermocarstwo, choć w tym czasie dawały się już dostrzec symptomy jej kryzysu.
Polska na wschodzie dopiero co ukończyła wojnę z Rosją (1609-1618), odbierając jej ziemie o powierzchni przeszło 75 000 km2 z kluczową twierdzą regionu (Smoleńsk). W ręku królewicza polskiego (Władysław Waza) pozostawał także tytuł cara Rosji.
Na zachodzie w 1619 r. polska interwencja w wojnę trzydziestoletnią (wyprawa lisowczyków i rozbicie wojsk węgierskich pod Humiennem) zmusiła węgierskich powstańców do zwinięcia oblężenia Wiednia.
Na północy skutecznie walczono ze Szwedami.
Szereg zwycięskich bitew z wielokrotnie przeważającym liczebnie przeciwnikiem, reprezentującym tak wschodnią jak i zachodnią sztukę wojenną pokazywał, że armia polska zdecydowanie przodowała w całym regionie środkowej, wschodniej i północnej Europy.

b) Stosunki polsko-tureckie przed wybuchem wojny i geneza konfliktu

Polska i Turcja przez cały XVI i początek XVII w. starały się utrzymywać ze sobą poprawne stosunki. Turcja nie postrzegała Polski jako swojego głównego przeciwnika. Zajęta w Azji wojnami z Persją a w Europie konfliktami z Habsburgami, wolała unikać angażowania się w wojnę z kolejnym państwem. Podobnie Polska – uwikłana na wschodzie w wojny z Rosją a od początku XVII w. także w wojnę na północy (ze Szwedami), jak ognia unikała walki na trzy fronty. W XVI w. Polska i Turcja zawierały i odnawiały traktaty przyjaźni, które ponawiano także na początku XVII w. Między oboma krajami istniały jednak drażliwe kwestie, które ostatecznie doprowadziły do wojny.
Pierwszym źródłem konfliktów były wzajemne wyprawy łupieżcze, które urządzali na siebie poddani sułtana tureckiego i króla polskiego. Z jednej strony Tatarzy w pogoni za łupami i niewolnikami sięgali swymi zagonami na kilkaset kilometrów w głąb Rzeczpospolitej. Wyprawy te, bolesne dla gospodarki południowo-wschodniej Polski, utrudniały kolonizację pustek ukraińskich. Z drugiej jednak strony, morskie wyprawy Kozaków siały postrach wśród poddanych sułtana na całym wybrzeżu czarnomorskim. Szczególnie bolesne dla prestiżu Imperium Osmańskiego było to, że wyprawy te plądrowały także najbliższe otoczenie a nawet przedmieścia tureckiej stolicy.

W wyprawach Tatarów na Polskę jak i Kozaków na Turcję, brało udział przeważnie po kilka-kilkanaście tysięcy ludzi. Oczywiście oba państwa dążyły do powstrzymania tych najazdów. W tym celu często interweniowały u siebie poselstwa polskie i tureckie. Oba jednak państwa zrzucały winę z siebie na kark „niesubordynacji” swoich poddanych i oficjalnie umywały ręce, zapewniając jedynie sąsiada o swojej dobrej woli i o tym, że będą robić wszystko, aby wyprawom swoich poddanym w przyszłości zapobiegać.
Drugim źródłem konfliktów była kwestia Mołdawii. Terytorium tego państewka, zależnego formalnie od Turcji było dla Polski strefą buforową, która miała chronić południową część Korony przed bezpośrednim zagrożeniem ze strony Imperium Osmańskiego. Były to zresztą dawne ziemie lenne Korony Polskiej, na które, nawet po ich utracie, Polacy okresowo wprowadzali hospodarów a sułtan jedynie ich zatwierdzał. Jednak cały czas, tak Polska jak i Turcja starały się wyrugować z tego państewka wpływy sąsiada i przejąć pełną kontrolę nad Mołdawią.
Ostatnim problemem zadrażniającym stosunki turecko-polskie był stosunek obu państw do Habsburgów. Turcja, tradycyjny wróg cesarza, z wzrastającym niepokojem obserwowała proces zacieśniania się sojuszu polsko-austriackiego.
W ciągu kilku lat poprzedzających wybuch wojny, w każdym z tych drażliwych obszarów nastąpiło wyraźne wzmożenie polskiej aktywności. Wyprawy morskie Kozaków osiągnęły niespotykane dotąd rozmiary. Flotylle czajek kozackich niszczyły eskadry tureckich okrętów, łupiły tureckie miasta a w 1620 r. ponownie zaatakowały Stambuł. Równie niekorzystnie została odebrana interwencja polska w wojnę trzydziestoletnią i wyprawy wojsk polskich do Mołdawii. Wzrost napięcia doprowadził do tureckich demonstracji zbrojnych w 1617 r. i 1618 r. Armie polska i turecka stawały naprzeciw siebie. Doszło nawet do poważniejszych starć (w 1618 r.) lecz tym razem traktaty zapobiegły przerodzeniu się demonstracji w otwartą wojnę.
W 1620 r. kolejna polska wyprawa do Mołdawii, skończyła się największą katastrofą militarną w historii siedemnastowiecznej Polski. Z Mołdawii powróciło 3000-3100 żołnierzy, czyli ok. 30% wojsk jakie wyruszyły na wyprawę. W wyniku wyprawy zniszczeniu uległo gro sił wojsk kwarcianych; hetman wielki koronny został zabity a hetman polny koronny dostał się do niewoli tureckiej. W Turcji wydarzenia te odczytano jako oznakę słabości Polski. Mimo to, wojna z Polską nie była popularna w społeczeństwie tureckim. Ambasador francuski donosił z tureckiej stolicy, że przedstawiciele zamożniejszych kręgów ludności, wyrażali nawet gotowość zapłacenia poniesionych już kosztów wojennych i wynagrodzenia szkód poczynionych przez Kozaków, aby tylko zapobiec wybuchowi wojny z Polską. Młody Osman II, marzący jednak o dorównaniu sławą wojenną Sulejmanowi Wspaniałemu, wolał jednak słuchać głosu doradców nawołujących do wojny.
Z drugiej strony, społeczeństwo polskie, zmęczone prowadzonymi od 20 lat wojnami na innych frontach, również nie wykazywało najmniejszego entuzjazmu dla wojny z Turcją. Oskarżano króla, hetmana i Kozaków o prowokowanie wojny. Podjęta po wyprawie mołdawskiej akcja dyplomatyczna nie przyniosła jednak pożądanego efektu. Turcja z wielkim rozmachem szykowała się do wojny z Polską.

Siły przeciwników

Turcja:

Przez długi okres czasu, liczebność armii tureckiej pod Chocimiem była znacznie zawyżana. O 200 000 żołnierzach tureckich (nie licząc w to Tatarów) pisali sami historycy tureccy. Polscy, ukraińscy i rosyjscy historycy, bazując na relacji Szemberga podawali liczbę 160 000 żołnierzy tureckich i 60 000 Tatarów. Pamiętniki polskie pisane przez uczestników tej bitwy podawały najczęściej, powołując się na dane przenikające z Turcji, że armia turecka liczyła sobie 300 000 Turków i 100 000 Tatarów. Zbiegowie z tureckiego obozu z kolei oceniali, że wojska te liczą sobie 30 000 sipahów, 20 000 janczarów i 100 000 „motłochu”. Łącznie 150 000 ludzi. Do tego miało jeszcze dojść 60 000 Tatarów.
Jak liczna była więc armia turecka pod Chocimiem? Paradoksalnie, każde z tych źródeł podawało poprawną liczbę, tyle że liczby te nie oznaczały ilości żołnierzy tureckich. Wyjaśnienie tego paradoksu znajdujemy w „Dzienniku wojny tureckiej w Wołoszech” autorstwa Jana Ostroroga.
Ostroróg na początku swojego dziennika podaje, że:

„Cesarz turecki we trzykroć sto tysięcy wojska tureckiego, krom [oprócz] Tatar przyszedł [...]”.

Pod koniec dziennika uściśla tą wielkość:

„[...] tureckiego wojska z tatarskim było więcej niż cztery kroć sto tysięcy.”

Lecz jednocześnie, powołując się na Żeleńskiego, który posłował do Turków, stwierdza że:

„Tenże [Żeleński] i z wiadomości od ludzi, i z przypatrzenia swego nie kładł więcej nad sto pięćdziesiąt tysięcy Turków, Tatarów nad sześćdziesiąt tysięcy. [...] A przyczyna tego, że tak małą liczbę wojska tureckiego kładł p. Żeleński jest: iż je rachował na nasz polski rachunek, który od tureckiego jest daleko różny; bo w tureckim wojsku rachują osobno każdą rzecz żyjącą, jako kiedy rycerz na koniu siedzi, a ma albo konia drugiego, muła albo wielbłąda, tedy to wszystko rachują osobno i dlatego czyni się tego liczba wielka bardzo [...]”

Taką metodę obliczania wielkości armii potwierdza także Krzysztof Zbaraski, który po tej wojnie posłował do Turcji i pozostawił po sobie cenne uwagi o składzie armii i wojskowości tureckiej owego okresu:

„Toć to jest numerus raczej niż exercitus sił tureckiego tego tyrana, którzy jednak niesłychanie na wielką liczbę swe i szkapie głowy z lik kładąc rachują poczty swe.”

Co ciekawe, metody tej Turcy nie stosowali przy obliczaniu strat własnych, tylko przy liczeniu wielkości własnej armii. Ostroróg konkluduje dalsze wywody:

„[...] dlatego kiedy wojska polskiego będzie dziesięć tysięcy, więcej w nim żołnierzy będzie, niż kiedy Turków dwadzieścia tysięcy będą liczyć, a bodaj i nie trzydzieści.”

Warto się zastanowić, czemu służyła taka metoda obliczania wielkości armii. Być może chodziło o wywołanie odpowiedniego efektu psychologicznego? Gdy Turcy wyruszali na swojego wroga, rozgłaszali przy tym wieści o ogromnej liczebności swych wojsk. Musiało to działać paraliżująco na przeciwnika a mobilizująco na własnych żołnierzy. W dobie, gdy największe europejskie armie polowe liczyły sobie kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy, liczba 400 000 Turków i Tatarów musiała wręcz szokować. A może taki sposób liczenia armii był potrzebny administracji tureckiej w celach np. logistycznych? Trudno to stwierdzić z całą pewnością…
Znając jednak turecką specyfikę obliczania wielkości armii, możemy teraz odpowiednio zinterpretować przekazy źródłowe. Okazuje się, że wszystkie one dość dobrze zgadzają się ze sobą. Gdy, powołując się na dane tureckie, pamiętnikarze polscy piszą o 300 000 armii, to faktycznie była to liczba wszystkich ludzi i zwierząt w wojsku tureckim. Gdy piszą o 150 000 – 160 000 armii, to faktycznie była to liczba wszystkich ludzi w wojsku tureckim – żołnierzy i luźnej czeladzi (może także żon i nałożnic zabieranych przez żołnierzy na wojnę?). Dlatego liczbę samych żołnierzy tureckich należy jeszcze zredukować. O ile? W tym miejscu możemy jedynie spekulować.
Gdyby przyjąć, że proporcja między liczbą czeladzi a żołnierzy w wojsku tureckim odpowiadała podobnej proporcji w wojsku polskim, to można z grubsza oszacować liczbę samych żołnierzy tureckich (bez Tatarów) na jakieś 80 000. Co ważniejsze, liczbę tę można uzyskać także w zupełnie inny sposób.
Współcześni historycy polscy podchodzą do oszacowania liczby żołnierzy tureckich walczących pod Chocimiem wychodząc z zupełnie innych danych niż to uczyniliśmy powyżej. Poniżej przedstawimy takie obliczenia przeprowadzone przez Leszka Podhorodeckiego.
Bazując na relacji schwytanego Turka oraz relacji Naimy, Podhorodecki podaje prowincje tureckie, które wysłały żołnierzy na wojnę. Liczebność wojsk z tych prowincji określa na podstawie danych ustalonych przez Francuza Ricota, który miał dostęp do archiwów tureckich w latach 60. XVII w. Drugim źródłem wiedzy o liczebności sił poszczególnych prowincji jest „Opis monarchii tureckiej za Ahmeda I” autorstwa Ayny Alego.
„Opis monarchii…” podaje wiadomości o kilkanaście lat wcześniejsze w stosunku do interesującego nas okresu bitwy chocimskiej. Dane z obu źródeł są dość zgodne, można więc przyjąć je także dla r. 1621. Na tej podstawie Podhorodecki stwierdza, że pod Chocim wyruszyło około:
1.14 000 żołnierzy z Anatolii pod bejlerbejem Hasanem paszą
2.18 000 żołnierzy z Rumelii pod bejlerbejem Jusufem paszą
3.2 000 żołnierzy z Aleppu pod Tayjarem bejem
4.1 400 żołnierzy z Djarbekiru pod Dylewarem paszą
5.5 000 – 6 000 żołnierzy z Bośni pod Hussejnem paszą
6.ponad 1 000 żołnierzy z Trypolisu Syryjskiego
7.6 000 żołnierzy z Siwasu
8.4 000 żołnierzy z Karamanu
9.1 000 żołnierzy z Maraszu pod Abazy paszą
10.2 500 żołnierzy z Kaffy
11.1 000 ochotników z Dobrudży
12.2 000 – 3 000 żołnierzy z Rakki
13.5 000 posiłków koczowników i pocztów dostojników tureckich
14.4 000 żołnierzy z Budy pod Karakaszem paszą (przybyli już w toku walk pod Chocimiem)
Łącznie jest to ok. 68 000 żołnierzy. Liczba ta uwzględnia już fakt, że nie wszyscy lennicy z poszczególnych prowincji mogli wyruszyć na wojnę (z powodu chorób i nieobsadzonych wakatów). Teoretyczna liczba powinna być bowiem większa o kilkanaście procent. W tym miejscu wyjaśnić trzeba, że wojska z tych prowincji były faktycznie pospolitym ruszeniem lenników zobowiązanych do służby wojskowej.
Liczbę 68 000 należałoby jednak pomniejszyć o straty marszowe i dezercje. Leszek Podhorodecki szacuje, że pod sam Chocim mogło przybyć ok. 50 000 – 55 000 żołnierzy z tych prowincji.
Oprócz pospolitego ruszenia z poszczególnych ziem, Turcy mieli także zawodowe wojska. Wśród nich janczarów i sipahów. Liczbę janczarów z jakimi wyruszył sułtan Podhorodecki określa na 18 000 (za relacjami Des Cesy i Hurmuzaki). Przyjmuje jednak, że w wyniku strat marszowych i dezercji pod Chocim mogło dotrzeć tylko ok. 12 000 janczarów. Z kolei, przy opuszczaniu stolicy sipahowie gwardii sułtańskiej mieli sobie liczyć 12 000 żołnierzy, z których jedynie 8 000 miało dotrzeć pod Chocim. Do tych wojsk Podhorodecki dolicza także obsługę artylerii tureckiej w liczbie kilkuset osób oraz wojska mołdawskie pod Stefanem Tomżą (5 000 żołnierzy) i wołoskie pod Radu Mihneą (7 000).
Łącznie, pod Chocim miało wyruszyć ok. 110 000 żołnierzy tureckich, lecz w wyniku strat marszowych dotarło jedynie 82 000 – 87 000. Jak widać, liczby te pasują do danych jakie przedstawiliśmy wcześniej.
Poza wojskiem tureckim, osobną pozycję stanowią wojska tatarskie. Polskie relacje jak zawsze w takich przypadkach zawyżają ich liczbę, podając wielkości od 60 000 do 100 000. Dzisiejsi historycy znacznie redukują te dane. Maksymalną zdolność mobilizacyjną podległego Turcji Chanatu Krymskiego (wraz z ordami) szacuje się obecnie na co najwyżej 50 000. Armia taka była mobilizowana niezmiernie rzadko i to tylko wtedy, gdy chan krymski wyruszał na wojnę. Taki przypadek zaszedł właśnie w 1621 r. Ponieważ na Polskę ruszyła cała potęga turecka a przewodził jej sam sułtan, to i chan (Dżanibek Gerej) musiał zebrać wszystkie podległe sobie siły i przyłączyć się do sułtana. W liście do sułtana, informuje go, że wiedzie ze sobą armię liczącą 50 000.
Połączone siły Imperium Osmańskiego pod Chocimiem liczyły więc sobie ponad 100 000 żołnierzy, choć liczba zbrojnych (czyli żołnierzy wraz z uzbrojoną luźną czeladzią) przekraczała 200 000. Wojska te przyprowadziły 62 działa, w tym 15 ciężkich dział oblężniczych.

Polska

Przejdźmy teraz do wojsk polskich zmobilizowanych na tą wojnę. Wojska te składały się z kilku komponentów:
1.wojska zaciężne
2.Kozacy
3.prywatne wojska magnatów i pospolite ruszenie
Jeśli chodzi o wojska zaciężne, to Rzeczpospolita zmobilizowała w 1621 r. ponad 37 000 żołnierzy. Nie wszyscy z nich walczyli pod Chocimiem. Z podanej liczby, część pozostała na Litwie odpierając atak Gustawa Adolfa, który wykorzystując zaangażowanie Polski na południu, uderzył na Rzeczpospolitą z północy w sile przeszło 18 000 żołnierzy. Inni żołnierze obsadzali zamki i miasta w południowej Polsce. Pod Chocimiem zaś miało być:
-53 jednostek husarskich w sile (łącznie 8520)
-66 jednostek kozackich i lisowczyków w sile (8450)
-10 jednostek rajtarii w sile (2160)
-5 regimentów piechoty niemieckiej w sile (6450)
-29 jednostek piechoty polskiej (7600)
Łącznie, stan etatowy armii polskiej wynosił 33 180 żołnierzy.
Jednakże stan etatowy wojska polskiego nie jest równoznaczny liczbie żołnierzy. Przyjęta w Polsce metoda opłacania oficerów z części „stawek żołdu” przypadających na jednostkę, pomniejszała faktyczną liczbę żołnierzy. Aby otrzymać faktyczną liczbę żołnierzy w jednostce należy od jej stanu etatowego (czyli od liczby „stawek żołdu” danej jednostki) odjąć 10%, bo tyle właśnie przeznaczone było na pensje oficerów. Taką metodę stosujemy w stosunku do całej jazdy polskiej jak i piechoty niemieckiej. Inaczej było jednak w przypadku piechoty polskiej, gdzie oficerowie byli opłacani w inny sposób, co oznaczało, że liczba stawek żołdu jednostki piechoty polskiej była równoznaczna liczbie żołnierzy tej jednostki.
Tak więc, liczba polskich żołnierzy zaciężnych jacy zostali skierowani do obozu chocimskiego, wynosiła nie 33 180, lecz 30 622. Uwzględnić jednak musimy, że nie wszyscy z nich dotarli do obozu. Czyli od podanej tu liczby odjąć trzeba straty marszowe (dezercje, choroby itp.). Były one na pewno niższe niż w armii tureckiej, gdyż z jednej strony droga jaką musiały pokonać jednostki polskie była krótsza od tej, jaką miały przed sobą jednostki tureckie, a z drugiej strony, morale w armii polskiej było wyższe niż wśród Turków. Starty marszowe wojska polskiego można szacować na ok. 10% liczby żołnierzy.
Ostatecznie więc, w obozie polskim pod Chocimiem znalazło się ok. 27 000 zaciężnych wojsk Rzeczypospolitej.
Lecz podobnie jak w armii tureckiej, należy pamiętać, że liczbę tą powiększały liczne zastępy luźnej czeladzi, która mogła uczestniczyć w obronie obozu jak i w innych akcjach zbrojnych, choć czeladź nie była liczona w poczet żołnierzy. W piechocie liczba czeladzi była znikoma, lecz w kawalerii polskiej na każdego żołnierza przypadało 2 a nawet 3 czeladników, co daje kolejne kilkadziesiąt tysięcy dodatkowych uzbrojonych ludzi, którzy w nagłym wypadku mogli być użyci w boju.
Oprócz wojsk zaciężnych, pod Chocimiem znaleźli się także Kozacy. Kozacy byli poddanymi króla polskiego. Część z nich była wzięta przez Polskę na żołd, tworząc tzw. wojsko rejestrowe. W 1621 r. w wojsku rejestrowym było 3000 Kozaków. Ale to był zaledwie mały procent tych Kozaków, którzy wzięli udział w kampanii 1621 r. W obliczu zagrożenia tureckiego, król polski zaapelował do Kozaków o przyłączenie się do obrony wspólnej ojczyzny. Apel ten wsparło swoim autorytetem duchowieństwo prawosławne, co w efekcie poskutkowało masowym udziałem Kozaków w wojnie. Ich liczba wynosiła łącznie przeszło 40 000, przy czym nie wszyscy z nich walczyli pod Chocimiem. Część z nich walczyła z Turkami na morzu, część poległa podczas poprzedzających bitwę chocimską działań kozackich w Mołdawii, część pozostała na Siczy (Sicz – siedziba Kozaków) tworząc jej załogę, część w końcu należy odliczyć na straty marszowe.
Szacuje się, że pod Chocimiem walczyło ok. 30 000 Kozaków, przy czym liczba czeladzi w wojskach kozackich była znikoma, jako że Kozacy, podobnie do piechoty polskiej, sami wypełniali jej zadania.
Kolejny komponent wojsk polskich zmobilizowanych w 1621 r. stanowią prywatne wojska magnatów polskich i pospolite ruszenie. Łącznie ich liczbę ocenia się na ok. 27 400 żołnierzy. Do tego dochodziło kolejne kilkadziesiąt tysięcy uzbrojonej luźnej czeladzi. Wojska te nie wzięły jednak udziału w bitwie, ale stanowiły odwód strategiczny (wojska te skoncentrowały się pod Lwowem) dla armii walczącej pod Chocimiem oraz osłaniały wnętrze kraju przed najazdami tatarskimi.
Łącznie, Rzeczpospolita w 1621 r. zmobilizowała przeszło 100 000 żołnierzy i mniej więcej tyle samo luźnej czeladzi, z czego pod Chocimiem znalazło się ok. 57 000 żołnierzy, wspartych przez ponad 40 000 uzbrojonej luźnej czeladzi (jedno polskie źródło określa łączną liczebność armii Rzeczypospolitej pod Chocimiem na 100 000). Tak więc armia polsko-litewsko-kozacka w bitwie chocimskiej była przeszło dwukrotnie mniejsza od armii turecko-tatarskiej.
Łączna liczba wojsk (uzbrojonych ludzi) obu stron walczących pod Chocimiem wynosiła ponad 300 000, co na owe czasy było wielkością zupełnie niespotykaną.