Miejsce bitwy i pozycje przeciwników
Miejsce bitwy i pozycje przeciwników
Miejscem bitwy były pola w pobliżu zamku Chocim, gdzie armia Rzeczypospolitej rozłożyła się ufortyfikowanym obozem. Obóz wojsk polsko-litewsko-kozackich opierał się o prawy brzeg rzeki Dniestr, która w tym miejscu płynie z północnego zachodu na południowy wschód. Dniestr był tutaj rzeką graniczną. Na lewym brzegu Dniestru zaczynała się Polska. Samo miejsce, gdzie rozegrała się bitwa należało jednak do Mołdawii.
Taki wybór miejsca bitwy przez dowództwo polskie podyktowany był dwoma przesłankami. Przekraczając graniczny Dniestr i rozkładając obóz na terytorium Mołdawii, dowództwo polskie wykazywało, że jest zdeterminowane walczyć. Była to demonstracja wobec Kozaków, którzy obawiali się, że w obliczu wroga, hetman i komisarze mogą próbować układać się z Turkami o pokój, kosztem Kozaków (pamiętajmy, że Turcja domagała się od Polski powstrzymania najazdów kozackich a nawet zlikwidowania samej kozaczyzny).
Wkroczenie wojsk regularnych na terytorium Mołdawii było więc dla Kozaków sygnałem, którego wymowa była jednoznaczna – jesteśmy tu po to, żeby walczyć a nie traktować.
Drugą przesłanką, jaką się kierowano rozkładając obóz po mołdawskich stronie Dniestru, była ta, że w ten sposób przyjmowano turecko-tatarski najazd na samej granicy, co miało zapobiec plądrowaniu polskiego terytorium.
Obóz wojsk Rzeczypospolitej
Pozycje wojsk polskich były chronione od wschodu przez Dniestr i jego skalisty brzeg.
Dostęp do obozu polskiego był stosunkowo łatwy od południa (czyli tam, gdzie rozłożył się obóz kozacki) oraz od zachodu, gdzie wojska polskie pogłębiły obronę budując już w trakcie bitwy przedwały i dodatkowe szańce wysunięte przed linię fortyfikacji obozu głównego. Północnej części obozu również chroniły szańce.
Główny obóz polski otoczony był wysokim wałem ziemnym o długości ponad 7 km, przed którym wykopano głęboki rów. W wale tym wykonano dwie bramy, z których korzystały wojska polskie, gdy wyprowadzały żołnierzy do walk na przedpolu obozu.
Znacznie gorzej był ufortyfikowany obóz Kozaków. Przybyli oni na pole bitwy zaledwie 1 dzień przed Turkami, stąd nie mieli aż tak dużo czasu jak Polacy i Litwini, żeby wznieść solidniejsze fortyfikacje. Stanowisk kozackich broniła początkowo linia dwu rzędów wozów wypełnionych piaskiem i przekopany rów.
Most polski
Obóz wojsk Rzeczypospolitej wkrótce został otoczony przez przybywające wojska tureckie. Rozmieszczenie poszczególnych wojsk w czasie bitwy, ilustruje mapa. Obie strony pobudowały sobie mosty przez Dniestr, co miało umożliwić Polakom łączność z własnym terytorium a Turkom całkowite otoczenie wojsk Rzeczypospolitej.
3 VIII 1621, przybór wody zerwał ruchomy most na łodziach, który pierwotnie chciało użyć wojsko litewsko-polskie do przeprawy przez Dniestr pod Chocimiem. Zaczęto więc przeprawiać się na promach, ale szło to niesporo. Zgłosił się jednak „człowiek jeden na postać prosty i lichy, podjąwszy się za złotych sto mostu na Dniestrze [zbudować]”. Sam Jakub Sobieski, który o tym pisał, nie był pewien, czy był to Rusin, czy Litwin. W każdym razie, 14 VIII 1621 stanął na Dniestrze nowy most. Przed nim, po polskiej stronie rzeki, wzniesiono ufortyfikowany przyczółek. Miejsce, gdzie stał ten most pokazują poniższe zdjęcia.
Zapłata jaką zażądał ów bliżej nieznany konstruktor mostu była dość skromna. Za 100 zł można było wtedy kupić średniej jakości rumaka.
Konstrukcja
Most postawiony przez wojsko Rzeczypospolitej, długości ok. 260 m, był mostem na kozłach. Jakub Sobieski opisał go następująco: „nogi ciężkie dosyć na ukos w wodę parami [ów człowiek] stawiał, u dołu je przecie trzecią jakoby też nogą spajając dość cienką”.
Mosty tego typu były wówczas dość popularne o czym świadczy i opis, i rysunek inżyniera weneckiego, który w 1613 r. przybył do Polski. Andrea (Andrzej) dell’Aqua, bo o nim tu mowa, w swoim dziele „Praxis ręczna działa”, podaje kilka sposobów budowy mostów na potrzeby wojska. Jednym z nich jest właśnie most na kozłach, którego konstrukcję pokazuje poniższy rysunek.
Most ten, jak widać, oparty jest na parach trójnogów drewnianych. Pale związane są u góry linami. Przy opisie tego typu mostu, dell’Aqua dodał, że pale mostu postawionego pod Chocimiem w 1621 r. były u dołu okute, gdyż wymagało tego kamieniste dno Dniestru.
Obóz wojsk tureckich
„Niechaj nikt nie sądzi, że Turcy obozy swe porządnie i wedle wojennych prawideł zakładać zwykli; jako w chwilowym wypoczynku podczas podróży, tak i na ciągłem stanowisku, kto pierwszy, ten zajmuje miejsce jakie mu się podoba. Pod Chocimiem zaś, tu dla wzgórka, owo dla doliny, tam dla rozmaitego położenia miejsca, rozmaity był rozkład obozów. W ciżbie ludzi i koni, i rozmaitej trzody bydła, stały gęste i ozdobne namioty, liczne działa wojenne, dając widok wspaniały, wdzięczny dla oczów i groźny. Najświetniejszemi były namiotowe gospody dowódców wojsk i prowincji, na kształt zamków kunsztownie na włóczniach rozpięte, ówdzie ozdobne pozłacanemi u wierzchu gałki, ówdzie proporcami rozlicznej barwy, ówdzie orlemi skrzydły, co jest u nich godłem znakomitości; końskie zasię grzywy ozdobne również złoconemi kulami, na długiej trzcinie utkwione, powiewały. Nigdzie nie widzieliśmy miejsca próżnego od ludzi i bydląt; owszem we dnie i w nocy, publiczne i domowe zagrody, napełnione były snującem się stadem, które to powracały z pastwiska do obozu, to gnano na paszę. O wschodzie i zachodzie słońca niezliczona mnogość ludzi i zwierząt idzie do Dniestru czerpać lub pić wodę i taką wzbudza kurzawę, iż się mgła gęsta zdaje wszystko otaczać. Ale zresztą gdy zważymy na kwitnącą tam karność wojenną, zarumienić się powinni chrześcijanie, którym jej brakuje. Widzisz tam posłuszeństwo, widzisz jak się srogo karzą rabunki, pijaństwo, nie ujrzysz zatargów, swarów i wyzwań na rękę. Wrzaski, które wojsko tureckie wydaje w szyku bojowym, milkną w obozie, tak, iżbyś mniemał, że nie w wojennem stanowisku, ale przebywasz w mieście spokojnych obywateli.”
Jakub Sobieski, Pamiętnik wojny chocimskiej, s. 62 – 63.
Namiot Sułtana
„Namiot Osmana był na wyniosłym pagórku, na kształt zamku, nie tylko dla wojennej wygody, lecz gwoli przyjemności i rozkoszy; były tu przysionki i wschody, tajemnicze kotary i wspaniałe pokoje, tak iż nie za mieszkanie wojenne jednego cesarza, ale wziąłbyś te miejsca za pałace kilku królów, zbudowane w czasach kwitnącego pokoju. Błyszczały pozłacane i złote gałki, jedwabne powrozy, ściany złotem przykryte na podobieństwo złotogłownej szaty.”
Tak opisał je Jakub Sobieski (ojciec przyszłego króla Jana III Sobieskiego), który będąc posłem u Turków, miał okazję widzieć je na własne oczy. Podziw wzbudzały nie tylko same namioty, ale także zwierzęta, które je transportowały. Były to 4 słonie i wielbłądy. O tych pierwszych Sobieski pisał:
„Tyran wrzący krwią i młodocianym wiekiem, sprowadził cztery słonie aby okazać swą potęgę i afrykańskimi potworami polskie wojsko przestraszać.”
Sobieski sam jednak dalej stwierdza, że Jan Karol Chodkiewicz wyjaśnił swoim żołnierzom, że nie miały one służyć do boju:
„Ani się lękajcie, że w słoniach i wielbłądach jest bojowa siła, bo te sakwami obarczone, gną się pod własnym ciężarem” (fragment mowy Chodkiewicza do wojska).
Miejsce, gdzie stały namioty sułtana jest warte wzmianki także z innego powodu. Stamtąd obserwował on bitwę, tam przesłuchiwał jeńców, tam też dokonywano ich egzekucji – w obecności sułtana i na jego rozkaz. Egzekucje wykonywano podcinając gardło i odrąbując głowę od tułowia. Te zrzucano później ze wzgórza. Tułowia staczały się do podnóża a same głowy turlały się znacznie dalej. Los polskich jeńców dzielili zresztą także i ci żołnierze osmańscy, których złapano na próbie ucieczki do polskiego obozu.
Opisujący to wszystko ormiański tłumacz Auxent, który przechodził obok tego miejsca, był zszokowany tak samym widokiem walających się licznych trupów (wg jego oceny było ich tam co najmniej 700, rozrzuconych w 3 miejscach), jak i postępowaniem Osmana. Kontrastowało ono bardzo z tym, co Auxent obserwował u Polaków (Auxent podkreśla, że wszystkich tych, których Polacy zdołali pojmać żywcem, odesłano do Polski).
Most turecki
„Most turecki [...] foremnie zbudowany; uczyniono na kształt jazów, co owo na łososie bywają, jakoby hamulce jakie za zastanowienie wody; most sam był na kołach gęstych dobrze niżej niż nasz zbudowany, drzewem obłem, krótkiem, miasto [zamiast] dylów położony a ziemią zaś i darniem zasypany; były i poręcza z obu stron i wrota dwoje.”
Jakub Sobieski, Dziennik wyprawy chocimskiej. s. 181.
Jar
Obóz osmański nie był okopany ani ufortyfikowany. Chronił go jednak stosunkowo głęboki jar. Za jarem widać pole bitwy.



Punkt widokowy
Widok z obozu tureckiego przez Dniestr na brzeg polski (zdjęcia 1-4) oraz na pola odgradzające obóz turecki od kozackiego (zdjęcia 4 i 5). Na tych to polach toczyły się walki między Kozakami a żołnierzami Osmana.
Rzeź cywilów
5 IX 1621 miały miejsce wydarzenia, które wstrząsnęły obozem wojsk Rzeczypospolitej. Otóż „pod zamkiem chocimskim, w rowie było więcej do 100 przekupniów [mołdawskich], u których nasza czeladź i insi ludzie luźni pijali, żywność kupowali jedni za pieniądze, drudzy za fanty [towary]”. Byli wśród nich mężczyźni, kobiety, dzieci. Tych to ludzi, ufających publicznym zapewnieniom polskim, że są bezpieczni, zaatakowała hałastra obozowa, rozgłaszając, że taki był rozkaz samego hetmana Chodkiewicza. Niewinnym ludziom zarzucano, że mieli plan podpalenia litewsko-polskiego obozu. Faktycznie chodziło tylko i wyłącznie o to, żeby ich bezkarnie ograbić, gdyż Chodkiewicz rozkazu żadnego nie wydawał. Aby nie pozostał świadek bezprawia, mordowano poszkodowanych w okrutny sposób: „zrzucono z mostu osób kilkadziesiąt [...] białymgłowom i dzieciom nie przepuszczano i to stypendum [podziwienia godne], iż ono mając związane nogi i ręce, gdy je do wody miotano a jednak tak dobrze płynęli, namniej się nie zalewając, aż ich na wodzie z muszkietów bito i strzelano; drugie zaś z mostu wysokiego zamku zrzucano.”
Bojąc się o pogorszenie złego stanu zdrowia Chodkiewicza, starano się wiadomości o tym wydarzeniu ukryć przed litewskim hetmanem, „wszelako Lubomirski, troskliwy o zapobieżenie wszelakim zaburzeniom, posłał pewną liczbę straży i niektórych ze swawolnej kupy, złowionych na gorącym uczynku, na miejscu zbrodni obwiesić rozkazał.”
Inne ciekawostki
11 IX 1621, kilka tysięcy Tatarów zaatakowało most od polskiej strony Dniestru. Mostu broniło z tamtej strony 200 piechurów. Gdy jednego z atakujących Tatarów zabito a 2 innych postrzelono, „zaraz Tatarowie poszli precz”.
Most ten był także miejscem, gdzie zdesperowani żołnierze popełniali samobójstwa, rzucając się w fale Dniestru. Przypadek taki opisał jeden z oficerów piechoty niemieckiej, który zaciągnął się w szeregi armii koronnej. Twierdzi on, że 2 żołnierzy z powodu silnego głodu wyszło na środek mostu. Po dwukrotnym okrzyku „Jezus”, rzucili się oni do rzeki i utonęli.













