Wyprawy na Moskwę

Oprócz poniższego artykułu, jako lektury, polecamy również naszą bardzo bogatą galerię zdjęć z wypraw "na Moskwę" i Księstwo Moskiewskie...

(wystarczy "kliknąć" w to zdanie by przenieść się ta, tj do galerii)

 

 

„Długa i ciężka niewola tatarska, która trwała kilka wieków, niezatarte zostawiła ślady w historii Rosji i wyryła swe piętno na charakterze ludności. Wszczepiła ona ten duch niewolniczy, tę pokorę wobec władzy, to zgadzanie się z losem, jakie cechują lud rosyjski

Józef  Piłsudski

 

Na Moskwę!


Na Moskwę…Te dwa słowa oddają stan ducha wielu pokoleń Polaków, żyjących na przestrzeni dziejów. Bywało, że było to tylko marzenie, senna mara i wspomnienie dawnej chwały. Lecz były i takie czasy, gdy owe słowa wyrażały konkretne polityczno-militarne cele. Czasami, owe dwa słowa „stawały się ciałem” a nasi przodkowie urzeczywistniali mityczne pragnienie rządów na wschodzie i dostępu do bogactw Syberii…

W naszej, dławiącej się od martyrologii, świadomości, znana jest właściwie tylko wyprawa Napoleona w 1812 roku, gdzie byliśmy „tylko” sojusznikiem Francuzów a i tak zawsze w kontekście niewykorzystanych szans i upadku Księstwa Warszawskiego. W ostatnich latach, paradoksalnie głównie dzięki samym Rosjanom, dość znana stała się okupacja Kremla przez wojska Rzeczpospolitej w XVII wieku.

Celem mojego artykułu jest przybliżenie czytelnikom wielkich i chwalebnych wydarzeń naszej wspólnej, polsko-litewskiej historii, ściśle powiązanych z Moskwą na przestrzeni wieków – od XIV do XX.

Początki Moskwy datuje się na rok 1147. Proces wyodrębniania Wielkiego Księstwa Moskiewskiego rozpoczął się w połowie XIII wieku a w 1326 roku miasto stało się religijną stolicą Rusi, gdy metropolita Piotr przeniósł tam swoją siedzibę. Właśnie w tych latach, rozpoczął się proces „zbierania ziem ruskich” czyli bardzo aktywnej polityki książąt moskiewskich, której celem był podporządkowywanie sobie kolejnych terenów zamieszkiwanych przez wschodnich Słowian. Stało się to źródłem wielowiekowych konfliktów najpierw z Litwą, potem z całą Rzeczpospolitą. W tych walkach, wbrew obiegowej opinii, lansowanej przez zaborców i PRL, Polska często była stroną przeważającą i zwycięską.

Naszą wyprawę przez wieki rozpocznę nietypowo – od wypraw litewskich w XIV wieku. Choć Litwa w okresie, o którym będzie mowa nie była częścią tworu polityczno – społeczno - kulturalnego, z którym zwykliśmy łączyć nasze wspólne losy, to wypadałoby zacząć właśnie w tym miejscu, chociażby ze względu na osobę Jagiełły – syna Olgierda, bohatera I części naszej wędrówki. W drugiej połowie XIV wieku syn Giedymina, Olgierd podjął szereg wypraw na Moskwę, mających na celu wsparcie swego szwagra, Michała II Twerskiego. Oblężenia w latach 1368 i 1370, choć nie zakończyły się zdobyciem miasta, przyniosły sukces polityczny. Oczywiście, jak to bywa przy oblężeniach, miasto „lekko” się osmaliło… Wyprawa i oblężenie w 1372 zakończyła się niepowodzeniem a książę litewski porzucił plany opanowania stolicy wroga. Mimo ostatecznej porażki, wojska litewskie pokazały, że należy się z nimi liczyć. Wojska te wybitnie zwiększyły potencjał militarny monarchii jagiellońskiej – między innymi dzięki nim możliwa była victoria grunwaldzka.

Następnie, przenieśmy się do XVI wieku, okresu wypraw króla Rzeczpospolitej Stefana Batorego na Wielkie Księstwo Moskiewskie. Ale żeby zacząć „ab ovo” – w 1563 Wielki Książe Moskiewski Iwan IV Groźny, samozwańczo zwący się carem, zdobywa litewską twierdzę Połock, podczas trwającej w latach 1558-1570 I wojny północnej. Choć w 1570 podpisano rozejm, każdy dobry „statysta” zdawał sobie sprawę z jego kruchości – stąd zwano go „słomianym rozejmem”, który, jak miało się okazać, spłonął w ogniu agresywnej polityki Groźnego. W 1577 Moskwicini zaatakowali i zdobyli szereg twierdz w Inflantach. Stefan Batory nie mógł odpowiedzieć, ponieważ był uwikłany w wojnę z Gdańskiem (bitwa pod Lubieszowem 1577). Rok 1578 upłynął na przygotowaniach wojennych. Nadszedł rok 1579. Początkowo Batory planował zaatakować Smoleńsk i Moskwę – tak przynajmniej zwierzał się nuncjuszowi papieskiemu Wincentowie Laureo. Król wiedział jednak, że wojna trwać będzie kilka lat – toteż nie mógł od razu wybierać tak wielkiego celu – w przypadku klęski szlachta nie uchwaliłaby podatków na dalszą wojnę. Poza tym, musiał mieć na względzie cel wojny – Inflanty. I tak też, podczas wielkiej wyprawy odbito w sierpniu 1579 Połock. W 1580 Polacy zajęli Wielkie Łuki i wygrali bitwę pod Toropcem. W 1581 znów pojawiła się koncepcja ataku na Smoleńsk i Moskwę (teren był dobrze rozpoznany dzięki wyprawom Filona Kmity rok wcześniej).

Zdecydowano się jednak na atak na Psków – tak, by całkowicie odciąć Inflanty od Iwana IV Groźnego. Jednak, tutaj najprawdopodobniej popełniono błąd – Psków w tym czasie był twierdzą ze znacznie silniejszymi murami niż Smoleńsk – dzisiejsze gigantyczne mury miasto to zawdzięcza Borysowi Godunowowi i przebudowie na przełomie XVI/XVII wieku. Poza tym atak, i ewentualne zdobycie tej twierdzy sprowokowałoby naszych wrogów do walnej bitwy w polu – a tu można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że nasi przodkowie zmietliby Moskali z powierzchni ziemi. W każdym razie, Batory ruszył na Psków. I choć go nie zdobył, to ( m.in. dzięki słynnemu zagonowi Krzysztofa Radziwiłła „Pioruna”, który dotarł pod Staricę, gdzie rezydował car) wojna zakończyła się zwycięstwem Rzeczpospolitej Obojga Narodów – 15 stycznia 1582 podpisano rozejm w Jamie Zapolskim (faktycznie w Kierowej Górze). Nasz wschodni, niekochany brat, musiał zwrócić nam całe Inflanty i Połock. Tę rundę wygraliśmy.

Po militarnym akcencie nastał czas na coś uważanego obecnie za „political correct” – pokojowa oferta unii Rzeczpospolitej z Wielkim Księstwem Moskiewskim. Nowy polski król Zygmunt III Waza po utracie korony szwedzkiej postanowił wykorzystać WKM jako swoistą „trampolinę” do Szwecji. W roku 1600 do Moskwy wyruszyło wielkie poselstwo pod przewodnictwem stronnika królewskiego, kanclerza wielkiego litewskiego Lwa Sapiehy, które wiozło projekt unii obu państw. Opierał się on przede wszystkim na zapewnieniu w przyszłości sukcesji jednego władcy w obu krajach. W razie gdyby pierwszy umarł Godunow, carem miał zostać Zygmunt, gdyby pierwszy umarł Waza to na elekcji kandydatura cara miała być brana pod uwagę zaraz za królewiczami polskimi. Ruch ten był niezwykle dalekowzroczny – nasz władca był jeszcze stosunkowo młody a tradycyjnie nasi królowie dożywali swych dni w spokoju. Natomiast dobrze zdawano sobie sprawę z obyczajów za naszą wschodnia granicą – jak nie trucizna to sztylet… Dlatego to my byliśmy w korzystniejszej sytuacji. Dalej, oba państwa miały zachować swoją integralność, miano utworzyć wspólny skarb w Kijowie do walki z Tatarami. Religii katolickiej w WKM a prawosławnej w Rzeczpospolitej zapewniano tolerancję. Wreszcie, gwarantowano wolność podróżowania i osiedlania się dla poddanych obu państw (Schengen, jak Boga kocham!). Ten wspaniały i dalekowzroczny projekt został odrzucony przez Moskali, jedyne co udało się uzyskać to przedłużenie rozejmu. Ale już wkrótce Polacy mieli „upomnieć się o swoje”…

Na początku XVII wieku nastał w WKM czas „wielkiej smuty” – okres zamętu, politycznego chaosu, powstań chłopskich i ogólnego kryzysu ustrojowego państwa. Ten okres został wykorzystany, można by rzec „w pełni”, przez Rzeczpospolitą – najpierw rękami możnych, później również bezpośrednim zaangażowaniem sił militarnych naszej ojczyzny. Pretekstem do zaangażowania się w „awanturę” moskiewską było pojawienie się w 1603 na dworze Wiśniowieckich osobnika podającego się za zmarłego syna Iwana IV Groźnego – Dymitra (bardzo prawdopodobna wydaje się teza o zabójstwie na zlecenie Godunowa). Uzyskał on poparcie jezuitów i króla Zygmunta III oraz wojewody sandomierskiego Jerzego Mniszcha, który oddał mu nawet rękę swojej córki. Osoby popierające samozwańca wiedziały o sytuacji w Rosji – klęska głodu (podobno na targach sprzedawano pierożki z drobno posiekanym mięsem dziecięcym) spolaryzowała społeczeństwo moskiewskie – liczna była opozycja antygodunowska. Państwo wyczekiwało pojawienia się „zbawcy”. Na zamęcie za naszą wschodnią granicą można było dużo zyskać. W 1604 Dymitr w otoczeniu oddziałów polskich (w tym i husarii) oraz ochotniczych watah Kozackich ruszył „po swoją ojcowiznę”. Miasta poddawały się jedno po drugim. 31 grudnia 1604 doszło do wielkiej bitwy. 15 000 wojsk Dymitra starło się z 45 000 wojsk Godunowa. Choć siły stricte polskie stanowiły tylko 33% sił Samozwańca to one rozstrzygnęły starcie na korzyść „tych dobrych”, czyli naszych. Na nieszczęście naszego bohatera, nieopłacone i obrażone wojska polskie w większości odeszły ze służby po tej bitwie co przełożyło się na klęskę 31 stycznia 1605 pod Dobryniczami. Los (?) miał jednak inne plany – w kwietniu zmarł (choć ciężko uwierzyć w naturalny zgon) Borys Godunow. A wkrótce również jego syn został zamordowany. 30 czerwca 1605 roku Dymitr, wraz z „polską gwardią” wkroczył do Moskwy a 31 lipca się koronował. Nowy car otaczał się Polakami i był „polski” w zachowaniu – nie wymordował swoich przeciwników politycznych. W związku z tym zawiązał się spisek bojarów Szujskich, którzy postanowili, zgodnie z wielowiekową tradycją, pomóc carowi uwolnić się od ziemskich trosk. Okazją była wielka uroczystość ślubu cara z Maryną Mniszchówną w maju 1605, na który przybyło wielu gości z Polski. 27 maja Samozwaniec został zabity a wraz z nim wymordowano 500 Polaków. Carskiego trupa spalono i wystrzelono z armaty na zachód. Nowym władcą został Wasyl Szujski. Tak oto skończyła się pierwsza obecność Polaków na Kremlu (30 czerwiec 1605 – 27 maj 1606).

Jednak nasi przodkowie „nie odpuścili”… W zależności od dążeń poszczególnych bojarów, zaczęli pojawiać się nowi „samozwańcy”. Dla naszej opowieści najważniejszy jest osobnik, zwany później Dymitrem II Samozwańcem, który objawił się w 1607 w Starodubie. I choć był „grubych i brzydkich obyczajów” i w niczym nie przypominał swojego poprzednika zyskał poparcie wojewody Mniszcha oraz innych magnatów – Jana Wiśniowieckiego, Romana Różyńskiego i Piotra Sapiehy. Dysponując znakomitą armią polską, dowodzoną przez znakomitych polskich wodzów ruszył na Moskwę. W 1608 roku Rosjanie zostali pokonani pod Bołchowem i Chodynką. Droga do stolicy stanęła otworem. 24 czerwca 1608 Polacy znów podeszli pod stolicę Rosji i rozłożyli się w obozie pod Tuszynem. Niestety, Dymitr II nie nakazał szturmu, czekając aż mieszkańcy sami otworzą bramy. Tak się nie stało. Rozpoczęła się blokada miasta trwająca do marca 1610, zakończona, niestety, niepowodzeniem (mimo zwycięstwa pod Rachmancewem). Uważa się, że szturm w 1608 roku miał wszelkie szanse powodzenia, ale okazja do zajęcia grodu przepadła. Ale „co się odwlecze to nie uciecze”. Wyprzedzając fakty, można wspomnieć co dalej się wydarzyło. Rosnący nacisk ze strony wojsk rosyjskich oraz działania Rzeczpospolitej doprowadziły do odejścia Polaków ze służby „Szalbierza” a on sam uciekł w 1610 do Kaługi, gdzie został zamordowany przez kniazia Urusowa. Tak skończyła się jego historia, ale nasza, polska przygoda, trwała dalej.

Zmagająca się z problemami wewnętrznymi Rosja zwróciła się do Szwecji o pomoc militarną. W lutym 1609 w Wyborgu zawarto sojusz o ostrzu wybitnie antypolskim. Stało się to bezpośrednim powodem decyzji króla Zygmunta III o rozpoczęciu interwencji na wchodzie. Oczywiście naszemu władcy przyświecał również inny cel – chciał on wykorzystać naszego sąsiada, by odzyskać koronę szwedzką. Mimo oporu ze strony niektórych doradców i bierności sejmików Zygmunt III 21 września 1609 wraz z wojskiem przekroczył graniczną rzekę Iwarę i skierował się na Smoleńsk. Wojska polskie nie przygotowane do oblężenia tak potężnej twierdzy (mury 6 metrowej szerokości i 10-12 metrowej wysokości o długości 6,5km z 38 basztami!) ugrzęzły pod miastem. W lutym 1610 grupa bojarów niechętnych carowi zaproponowała królewiczowi Władysławowi czapkę Monomacha. Król Zygmunt III nie chciał przystać na to rozwiązanie m.in. z powodu obawy o życie małoletniego następcy tronu, który mógłby przedwcześnie zejść z tego świata, co wydaje się mieć uzasadnienie, jeśli uwzględnimy obyczaje panujące na Kremlu. Co więcej , nowy car miałby dokonać konwersji na prawosławie W każdym razie oblężenie Smoleńska trwało dalej. Tymczasem dzięki pomocy najemników z północnej i zachodniej Europy Wasylowi Szujskiemu udało się zepchnąć Szalbierza do defensywy i odblokować otoczoną Moskwę.

Część polskich sojuszników Dymitra opuściła go i założyła obozy w różnych częściach kraju. Car postanowił wysłać swego brata, Dymitra Szujskiego, na odsiecz obleganemu Smoleńskowi. Wielka  armia składająca się z dobrze wyposażonych i wyszkolonych oddziałów rosyjskich i uzbrojonego chłopstwa oraz najemników  koncentrowała się pod Możajskiem. Morale było dobre, żołnierze byli uniesieni dotychczasowymi zwycięstwami nad Samozwańcem. Koncentrację osłaniał ufortyfikowany oddział Grigorija Wołujewa pod Carowym Zajmiszczem.

Zygmunt III po długich debatach i zakulisowych rozgrywkach w polskim dowództwie zdecydował się wysłać na spotkanie Moskwicinów hetmana polnego koronnego Stanisława Żółkiewskiego z nielicznym wojskiem, ale składającym się w dużej mierze z najlepszej jazdy świata – husarii. 24 czerwca doszło do zwycięskiej dla nas bitwy pod Carowem Zajmiszczem i zamknięcia sił rosyjskich w ufortyfikowanym zameczku - ostrożku. Polacy rozłożyli się obozem między ostrożkiem a Możajskiem. Tymczasem polski wódz zdołał przekonać do współpracy część byłych sprzymierzeńców Samozwańca pod dowództwem Zborowskiego co wydatnie zwiększyło siły hetmana. Dymitr Szujski postanowił wziąć siły Rzeczpospolitaj w kleszcze i zniszczyć je. Wojska Moskiewskie wyruszyły ku swemu przeznaczeniu i 3 lipca 1610 rozłożyły się 6 kilometrów od Kłuszyna koło wsi Pirniewo i Preczystoje. Żółkiewski wieczorem 3 lipca dokonał niezauważonego przez wojska Wołujewa manewru i pozostawiając drobne siły wokół stanowisk wroga odszedł na północ ku Szujskiemu. Wojska Rzeczpospolitej Obojga Narodów wyruszyły nocnym marszem w kierunku Kłuszyna, gdzie miał się rozstrzygnąć los obu krajów a sama nazwa Kłuszyn miała na zawsze wejść do annałów historii.

4 lipca 1610 ok. 5-krotnie liczniejsza armia sojusznicza w ciągu trwającej 5 godzin bitwy została rozbita a wódz rosyjski, Dymitr Szujski uciekł. Z racji olbrzymiej przewagi liczebnej nieprzyjaciela niektóre chorągwie husarii szarżowały 10 razy. Dzięki poświęceniu rycerstwa i kunsztowi dowódczemu hetmana armia Rzeczpospolitej okryła się wieczną sławą. Żółkiewski zaraz po starciu powrócił pod Carowo Zajmiszcze, gdzie po okazaniu jeńców moskiewskich Wołujew skapitulował. Następnie wraz z towarzyszącymi bojarami podpisał umowę o uznaniu Władysława za cara. Polacy ruszyli na Moskwę. Tymczasem II Samozwaniec ponownie włączył się do walki o czapkę Monomacha. 27 lipca grupa bojarów zmusiła cara Szujskiego do abdykacji („postrzyżenia się w mnichy”). Bojarzy rozpoczęli rozmowy z Żółkiewskim, który rozłożył się pod stolicą niedaleko stanowisk Samozwańca. Ostatecznie, 27 sierpnia 1610, bojarzy podpisali z polskim wodzem umowę o uznaniu królewicza Władysława za cara Rosji, przy jego jednoczesnej konwersji na prawosławie. Kolejnymi punktami było m.in. zakończenie wciąż trwającego oblężenia Smoleńska ( hetman uznał, że ten temat „sam umrze” w przyszłości) oraz pomocy wojsk Żółkiewskiego przy wyparciu Samozwańca spod Moskwy. Mimo fiaska planu pochwycenia Szalbierza, który uciekł do Kaługi zostawiając swoje wojsko, został on zamordowany w grudniu 1610 przez kniazia Urusowa i zszedł na zawsze z kart historii. Ostatecznie, na prośbę propolskiego stronnictwa bojarów wojska polskie wkroczyły do Moskwy ( druga obecność Polaków na Kremlu – 29 wrzesień 1610 - 7 listopad 1612).

Polacy rozpoczęli służbę policyjną w stolicy Rosji. Nadrzędnym celem było „utrzymanie” miasta do przyjazdu cara Władysława. Żółkiewski opuścił miasto by udać się do króla Zygmunta III a dowódcą mianował Aleksandra Gosiewskiego. Jednakże cały czas „bruździł” Polakom patriarcha moskiewski Hermogenes. Na dodatek król Polski nie zamierzał zaprzestać oblężenia Smoleńska. Od połowy marca 1611 zaczęły zbierać się oddziały tzw. pierwszego pospolitego ruszenia pod dowództwem Lapunowa, Trubeckiego i Zarudzkiego.

29 marca zaczęły się w Moskwie zamieszki na wieść o zbliżaniu się Rosjan. Oddziały polskie zaczęły rzeź buntujących się mieszczan (uważa się, że zginęło około 7 tys. ludzi). Niestety twardy opór mas moskiewskich zmusił wojska Gosiewskiego do cofnięcia się na Kreml. 30 marca Polacy podpalili Moskwę. W płomieniach zginęło ok. 8 tys. ludzi nie licząc ludzi, którzy zmarli później z głodu. Mimo wszystko, blokada Moskwy zacieśniała się.

13 czerwca 1611 padł Smoleńsk. Co więcej, dzięki intrygom Gosiewskiego doszło do rozłamu w I pospolitym ruszeniu – Lapunow został zamordowany i część oddziałów moskiewskich rozeszła się do domów. Dodatkowo oddziały Sapiehy przedarły się na Kreml.

29 października na triumfalnym sejmie doszło do wspaniałej sceny – wśród wiwatujących tłumów ulicami Warszawy wiódł hetman Stanisław Żółkiewski przepyszny orszak i dwóch dostojnych więźniów – cara Wasyla Szujskiego i jego brata Dymitra (nieszczęśliwego wodza spod Kłuszyna). Następnie Wasyl i jego bracia pełzali na kolanach i z wielką pokorą bili czołem przed królewskim majestatem, prosząc o miłosierdzie. Król kazał jeńcom wstać i na znak łaski podał rękę do ucałowania a kanclerz koronny Feliks Kryski wygłosił obszerną mowę, w której podziękowano Żółkiewskimu za trudy wojenne.

Niestety „limit szczęścia” Rzeczpospolitej się wyczerpał. Sapieha nagle zmarł a w Niżnym Nowogrodzie zaczęło formować się II pospolite ruszenie pod wodzą Kuźmy Minina i Dymitra Pożarskiego, które było o niebo lepiej zorganizowane od pierwszego a w dodatku zaczęła „mścić” się decyzja o podpaleniu Moskwy – garnizonowi brakowało żywności. Wśród nieustannych szturmów moskiewskich Polacy i Litwini zostali zepchnięci do defensywy. Sytuację niewiele poprawiło kilkukrotne dostarczenie żywności przez wojska Chodkiewicza, zwycięzcy spod Kircholmu. Niestety, nie zatrzymało to części wojsk garnizonu od opuszczenia miasta 27 stycznia. Nieopłacone oddziały zawiązały konfederację i ruszyły ku polskiej granicy. Niejako „w zamian” wkroczyło na Kreml część wojsk Chodkiewicza a on sam z resztą rycerstwa wyruszył po prowiant. Następne kilka miesięcy upłynęło na rozpaczliwej obronie Kremla i Kitajgrodu , podczas której doszło do zmiany na najwyższym szczeblu dowodzenia – Gosiewskiego zastąpił Struś. W sierpniu 1612 pod Moskwę dotarło II pospolite ruszenie, przez co sytuacja stała się tragiczna. Nieudana odsiecz hetmana wielkiego litewskiego Karola Chodkiewicza w dniach 1-3 września („utknął” w masach wojsk moskiewskich – zabrakło 1800 metrów do Kremla) niejako przypieczętowała los garnizonu. Na marginesie można wspomnieć w jak skrajnie niekorzystnych warunkach przyszło nam walczyć – miasto pełne rowów, barykad i okopów, ruiny spalonej Moskwy nie sprzyjały jeździe – mimo to husaria gdzie mogła „zmiatała” Rosjan. Ale nasi „utknęli”… Zapanował nieopisany głód: najpierw zjedzono konie, ptaki, psy, koty, szczury, potem zaczęto zjadać świece i obwoluty ksiąg… Wreszcie nasi poczęli jeść trupy ludzkie oraz więźniów. Ale nie to było najgorsze -  finalnie zaczęły się morderstwa na tle ludożerskim – po Kremlu i Kitajgrodzie buszowały nocami bandy ludożerców. „Piechota się sama między sobą wyjadła”, „Truszkowski, porucznik piechotny, dwu synów swoich zjadł”, „pan sługi, sługa pana nie był bezpieczen”…

1 listopada padł Kitajgród (ostatni punkt obrony poza Kremlem)– zagłodzeni obrońcy nie byli wstanie walczyć. Ostatecznie, 7 listopada 1612, polski garnizon Kremla skapitulował mając zagwarantowane przez Moskwicinów bezpieczeństwo. Oczywiście, zgodnie z wielowiekową tradycją niedotrzymywania słowa Moskale bestialsko wymordowali większość bezbronnego polskiego rycerstwa. Część jeńców została zamordowana w kilka miesięcy później. Tylko niewielu Polaków przeżyło do wymiany jeńców w 1619. Dzieje „oblężeńców” pokazały, jak wielkim poświęceniem i poczuciem obowiązku wobec ojczyzny wykazali się Polacy broniący Moskwy i praw królewicza Władysława do czapki Monomacha. Odsiecz króla Zygmunta III nie zdążyła na czas. Sobór ziemski w 1613 obrał na cara Michaiła Romanowa.

Po okresie względnego uspokojenia, na sejmie w roku 1616 Rzeczpospolita postanowiła wyprawić się na Rosję raz jeszcze, by zwycięsko zakończyć wojnę i, w miarę możliwości, odzyskać carski tron dla królewicza Władysława. Mimo, że przez cały okres 1616-1619 nasza ojczyzna znajdowała się w nieciekawej sytuacji politycznej (konflikt ze Szwecją i najazdy Tatarów) zdołała ona zorganizować wojska i ruszyć na wschód.

Problemy na innych frontach oraz niesnaski w dowództwie spowodowały opóźnienie wyprawy, tak że dopiero 27 września 1617 królewicz dotarł do Smoleńska. Faktycznym dowódcą został Jan Karol Chodkiewicz. Pierwszym sukcesem było zajęcie Dorohobuża. Oczywiście od początku komisarze polscy chcieli nawiązać rozmowy z Moskalami, którzy robili wszystko by sprawy przedłużać i uniemożliwić porozumienie. Następnie Władysław zajął Wiaźmę. Niestety pogarszające się warunki atmosferyczne, słabość liczebna wojsk polskich oraz nieudana próba zajęcia Możajska spowodowała przerwę w działaniach wojennych. Na wiosnę, działania rozpoczęto. Udało się uzyskać pomoc

20 000  Kozaków, którzy rozpoczęli marsz w kierunku Moskwy. 9 lipca 1618 pod Borysowem stoczono największą bitwę tej kampanii – Moskale zostali rozbici. Zresztą cała ta wyprawa charakteryzowała się tym, że Rosjanie generalnie nie podejmowali walki w polu, tylko bronili twierdz. 15 i 22 lipca wygraliśmy kolejne bitwy. Mimo to oblężenie Możajska nie rokowało nadziei. Skomplikowana sytuacja międzynarodowa oraz upór Moskwicinów  przeważyły ostatecznie szalę – Chodkiewicz z królewiczem Władysławem postanowili ruszyć prosto na wrogą stolicę – Moskwę.

W październiku dotarto pod Tuszyn, gdzie 8 tego miesiąca doszło do oficjalnego spotkania z dowódcą wojsk kozackich, hetmanem Sahajdacznym. Połączone siły liczyły ok. 25 000 ludzi. Postanowiono wziąć miasto szturmem przez wysadzenie 2 bram – Arbackiej i Twerskiej. Atak rozpoczęto w nocy z 10 na 11 października 1618. Niestety, mimo ofiarności Bartłomieja Nowodworskiego (jego życiorys spokojnie starczyłby na kilka filmów awanturniczych – walki z Tatarami, potem udział w wojnach religijnych we Francji, następnie jako kawaler maltański walczył z Turkami a na koniec z Moskalami{to on przyczynił się do zdobycia Smoleńska!}), który stracił rękę i pozostałych żołnierzy, szturm się nie powiódł. Powodem była zdrada 2 minerów – Niemców, którzy zdezerterowali z polskiej armii i poinformowali wroga o planach, co pozwoliło nieprzyjacielowi ufortyfikować dodatkowo punkty oporu.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Szturm zrobił takie wrażenie, że Moskale stali się chętniejsi do rozmów. Jest to kolejny dowód, że z naszym wschodnim, słowiańskim bratem najlepiej rozmawia się z perspektywy siły. Ale jak się okazało, nawet teraz wysłannicy cara przeciągali rozmowy i robili trudności. Polacy zdecydowali się na jeszcze jedna manifestację siły – ruszyli pod monastyr Troicko-Siergijewski, na północny wschód od stolicy, ku żyźniejszym terenom. Co więcej terrorystyczną działalność cały czas podejmowały odziały lisowczyków i Kozaków, które rozpuściły zagony zostawiając tylko „niebo i ziemię”. W Moskwie zapanowało przerażenie i rozpoczęły się rozruchy. Ostatecznie 11 grudnia 1618 podpisano rozejm w Dywilinie na 14,5 roku, który wchodził w życie 3 stycznia 1619 roku. Rzeczpospolita odzyskiwała ziemię smoleńską, czernihowską i siewierską, a Władysław zachowywał tytuł cara. Był to wielki sukces odniesiony w sumie niewielkim kosztem (wyprawa kosztowała niecałe 2 miliony złotych). Zapanował względny spokój, tak potrzebny wobec zbliżającej cię konfrontacji z Imperium Osmańskim.

Kolejna okazja do wyprawy na Moskwę sprokurowali, jak zwykle Rosjanie. W 1632, po śmierci króla Zygmunta III, armia rosyjska pod dowództwem Michała Szeina (dawnego obrońcy miasta w latach 1609-1611) zaatakowała Smoleńsk i pobliskie zamki, łamiąc rozejm dywiliński ( absolutnie potwierdzając u naszych przodków opinię o wiarołomstwie mokiewskiego narodu). Dzięki pomocy Krzysztofa Radziwiłła, który przedarł się z posiłkami, miasto nie upadło. W sierpniu 1633 nadciągnął nowy król Rzeczpospolitej, Władysław IV. Dzięki ciekawemu manewrowi poinformował miasto o odsieczy – przez obóz rosyjski przekradł się dzielny żołnierz przebrany za krzak(!), a następnie wrócił do obozu królewskiego. Dzięki znakomitej postawie żołnierza polskiego i sojuszniczych Kozaków Zaporoskich udało się zamknąć Szeina w oblężeniu. Nastąpił okres „kreciej wojny”, podczas której stosowano najnowsze osiągnięcia fortyfikacji polowej i oblężniczej. Jakkolwiek rola jazdy była tutaj niewielka, to husaria miała kilka okazji do pokazania swego prymatu na polu bitwy. Mimo bohaterskiej obrony, w styczniu 1634 wódz rosyjski skapitulował przed Władysławem IV. Należy wspomnieć w jakich warunkach toczyła się ta kampania – w 1633 hetman Stanisław Koniecpolski musiał walczyć z forpocztą wielkiego najazdu tureckiego. Na szczęście zwycięstwa pod Sasowym rogiem (lipiec) i Kamieńcem Podolskim (październik) oraz koncentracja armii polskiej (30 000) odstraszyła Turków i zmusiła ich do zawrócenia do Konstantynopola.

Po pokonaniu Szeina zapadła decyzja o marszu na Moskwę. Niestety, armia polska utknęła pod twierdzą Biała. Co więcej problemy finansowe i atmosferyczne skłoniły króla do podjęcia rokowań. Tym bardziej, że Władysław IV dążył do sojuszu antyszwedzkiego z Wielkim Księstwem Moskiewskim. Ostatecznie, 27 maja zawarto „wieczny” pokój w Polanowie, który potwierdzał postanowienia rozejmu w Dywilinie, tyle że za 200 tys. rubli Michał Romanow odkupił od naszego króla dyplom elekcji na cara (który i tak nie został wydany, ponieważ „zagubił” się w naszych archiwach). Zwycięstwo „było nasze”.

Ostatnia wyprawa na Moskwę I Rzeczpospolitej miała miejsce na przełomie 1663 i 1664, co było związane z toczącą się wojną polsko-rosyjską w latach 1654-1667. Po okresie „Potopu” państwo polsko-litewskie zaczęło podnosić się z kolan. Kampania 1660 (tzw. Szczęśliwy rok) przyniosła szereg zwycięstw nad „wschodnim najezdnikiem”: Międzyrzecz, Połonka, Lubar, Cudnów, Słobodyszcze, nierozstrzygnięta Basia. Wszystkie te bitwy wykazały zdecydowaną przewagę wojska polsko-litewskiego nad wrogiem. Co więcej, w 1661 odzyskano Wilno i rozgromiono wojska carskie pod Kuczlikami. Zwycięstwo wydawało się bliskie. Niestety, państwo pogrążyło się w chaosie konfederacji wojskowych (długi wobec rycerstwa sięgały roku 1653!). Na szczęście i Rosja miała poważne problemy wewnętrzne. Ostatecznie, w 1663 po uporządkowaniu spraw wewnętrznych, król Jan Kazimierz postanowił uderzyć wprost na stolicę carów i zwycięsko zakończyć wojnę (choć należy przyznać, że wyprawa miała również drugie dno- król planował, powracając na czele zwycięskiej armii, dokonać zamachu stanu i osadzić za swego życia na tronie polskim francuskiego kandydata {vivente rege}).

Mimo problemów z dyscypliną, ogromna armia (szacowana wraz z sojusznikami na ponad 50 000) pod dowództwem króla oraz znakomitych wodzów – Jana Sobieskiego i Stefana Czarnieckiego – ruszyła z końcem 1663 na wschód. Rosjanie jednak, pomni klęsk doznanych z polskich rąk generalnie nie przyjmowali bitew w polu (choć Michałowi Pacowi udało się spędzić z pola pod Briańskiem wojska Boriatyńskiego) i stosowali taktykę uporczywego bronienia twierdz oraz wciągania sił Rzeczpospolitej coraz bardziej w głąb swego gigantycznego terytorium. W końcu siły rosyjskie zamknęły się w Worońcu (marzec 1664). Problemy z zaopatrzeniem, „rosyjska wiosna”, czyli zamiana wielkich połaci kraju w trzęsawisko oraz informacje o kolejnym powstaniu na Zadnieprzu (ataman kozacki Ivan Bohun został rozstrzelany za spisek z wojewodami moskiewskimi) oraz przede wszystkim brak woli politycznej Jana Kazimierza złożyły się na decyzję o zawróceniu do Polski, mimo że podjazdy Bidzińskiego i Połubińskigo zapuszczały się pod samą Moskwę. I chociaż wyprawa na stolicę wroga zakończyła się niepowodzeniem to wykazała, że militarnie to Rzeczpospolita przeważa w tej wojnie. Niestety, rokosz Lubomirskiego, wynikły po części z winy dworu zaprzepaścił szanse na zwycięstwo w wojnie. Z tego też powodu rozejm w Andruszowie (1667) nie był korzystny dla naszej ojczyzny. Na następną wyprawę na wschód przyszło nam czekać 148 lat.

W roku 1812 wojsko polskie wyruszyło na Moskwę jako sojusznik Napoleona. Wojska Księstwa Warszawskiego, Legia Nadwiślańska, szwoleżerowie gwardii, wojska litewskie liczyły łącznie ok. 100 000 żołnierzy, co stanowiło 1/6 składu Wielkiej Armii (300 000 Francuzi, 100 000 Polacy, reszta to mniej lub bardziej {zwykle mniej} wierni sojusznicy Napoleona). 24 czerwca 1812 wojska napoleońskie przekroczyły Niemen a Bonaparte ogłosił rozpoczęcie „II wojny polskiej”. 7 września dochodzi do wielkiej bitwy pod Borodino (Możajskiem), w wyniku której Napoleon 14 września 1812 wkracza do nie bronionej Moskwy. Jako pierwszy do miasta wkroczył pułk „złotych huzarów” Jana Umińskiego. Jednak wojna się nie skończyła. Moskale podpalili miasto niszcząc wszystkie zapasy a ich wojska zaczęły zacieśniać pozycje wokół Moskwy. Ostatecznie, 19 października 1812 rozpoczyna się odwrót. Wśród stale pogarszających się warunków atmosferycznych, wobec ciągłych ataków Rosjan Wielka Armia „topniała w oczach”. Co więcej, Francuzi porzucili swe armaty, by móc konie zaprzęgowe użyć do wywiezienia 20 000 wozów z łupami. Odwrót był katastrofą. Dzięki dzielnej postawie polskich i francuskich saperów, Napoleon zdołał wycofać część wojsk przez Berezynę. W efekcie kampanii 1812 armia francuska przestała istnieć. Z Rosji wróciło 30 000 naszych żołnierzy (jako jedyni powrócili z artylerią).

Bonaparte „trzymał” Moskwę przez 35 dni. A należy pamiętać, że wtedy nie była to stolica Imperium Rosyjskiego (był nią Petersburg). W porównaniu z ponad 25 miesiącami naszej obecności w latach 1610-1612 nie przedstawia się to nadzwyczaj imponująco. Choć należy mieć na uwadze całkiem inną sytuację polityczno – społeczno – gospodarczo – militarną, jaka zaistniała w 1812 roku względem 1612. Trzeba tutaj wspomnieć pewną ciekawostkę – na fali patriotycznego uniesienia po odparciu Napoleona powstał w Moskwie słynny pomnik Kuźmy Minina i Dymitra Pożarskiego – kolejny dowód, jak głęboko w świadomość Moskali wbiła się 2-letnia okupacja Kremla przez wojska polsko-litewskie.

Naszą wyprawę przez wieki zakończymy w 1919 roku. Trwa w najlepsze wojna polsko-bolszewicka. 28 czerwca podpisano Traktat Wersalski kończący I Wojnę Światową. Pozwoliło to Józefowi Piłsudskiemu, który uwolnił się od obawy wybuchu wojny z Niemcami, zintensyfikować swe działania na wschodzie. Ofensywa polska (szczególnie po zakończeniu zwycięsko wojny polsko-ukraińskiej {17 lipiec}) miała na celu przesunięcie jak najdalej granic, w czasach, gdy polska granica kończyła się tam, gdzie stał polski żołnierz. Dzięki temu, że w sierpniu 1919 włączono w skład armii Błękitną Armię Hallera i oddziały wielkopolskie stan Wojska Polskiego osiągnął pół miliona ludzi. Piłsudski szedł od zwycięstwa do zwycięstwa – 8 sierpnia zdobyto Mińsk, 29 sierpnia Bobrujsk. Zdobyto również m.in. Krzemieniec i Zbaraż. Żołnierze wychowani na Trylogii szli w bój z myślą, że kontynuują tradycję Sienkiewiczowskich bohaterów z Kresów. W toku kolejnych walk wyparto Rosjan za Dźwinę i Berezynę. To wtedy polski wódz miał powiedzieć „Bolszewików biję, gdzie chcę i kiedy chcę”. Tą maksymę powtórzy raz jeszcze w październiku 1920. Tymczasem do Moskwy zbliżały się oddziały „białych” Antona Denikina. Nad Rewolucją zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo. I tutaj „biali” popełnili największy błąd, który zadecydował o ich ostatecznej klęsce. Podczas rozmów z Polakami nie uznawali oni niepodległości Polski i widzieli ją tylko jako część składową przyszłego Imperium Rosyjskiego. Józef Piłsudski musiał podjąć decyzję – czy pomóc Bolszewikom, którzy nie mają żadnego poparcia ze strony Zachodu i w razie dalszej walki to Polacy mogliby liczyć na wsparcie międzynarodowe czy opowiedzieć się po stronie „białych”, którzy mając poparcie Zachodu „nie odpuszczą” Polsce. Naczelny Wódz Józef Piłsudski podjął jedyną, słuszna decyzję w tej sytuacji. W październiku 1919 zatrzymał tryumfujące wojska od dalszego pochodu na wschód. Bolszewicy uwolnieni na zachodzie mogli przerzucić oddziały pod Moskwę, gdzie pogromili „białych” i uratowali Rewolucję.. I tak oto powstał paradoks dziejowy – żeby Polska mogła przetrwać trzeba było uratować Moskwę… A tak na marginesie – czy Piłsudski mógł zdobyć Moskwę? Wydaje się to wątpliwe, szczególnie zważywszy na problemy logistyczne. Ale sam marsz mógł przedsięwziąć. A to już pozwala nam zaliczyć „Wskrzesiciela Narodu” do grona najwybitniejszych postaci w naszych dziejach (nie mówiąc już o uratowaniu Europy przed komunistami w 1920).

W tej krótkiej podróży przez wieki chciałem udowodnić, że nasza historia nie jest pasmem klęsk i śmierci. Są w niej długie wieki chwały (a sama chwała szczególnie skumulowała się chyba na przełomie XVI i XVII stulecia), kiedy to nasi sąsiedzi drżeli na sam odgłos „husarskich skrzydeł”. Wyprawy na Moskwę są tego najlepszym przykładem. Nasi przodkowie potrafili pięknie umierać – to fakt. Ale potrafili jeszcze piękniej odbierać życie wrogom Ojczyzny. Nie należy również zapominać, że Polacy byli „moskiewskimi rezydentami” 3 razy – 1606-1607, 1610-1612, 1812. Co więcej, jesteśmy jedynym narodem, który zdobył stolicę Rosji (Moskwa w 1812 nią nie była). Moim osobistym zdaniem nie należy zapominać smutnych i tragicznych wydarzeń naszej historii, które wpisały się do kanonu martyrologii narodowej. Przede wszystkim przez wzgląd na bohaterów, którym się nie udało… Ale za to skupiać należy się na tych bohaterach, którym się udało, na wydarzeniach chwalebnych, których mamy bardzo wiele w naszej historii. Podnoszą one słusznie dumę narodową i samoocenę ludzi a nadto pozwalają patrzeć z wiarą w przyszłość, w przyszłość nad którą czuwają przodkowie, niepokonani bohaterowie dawnych lat. Bo trzeba być dumnym z przeszłości, by móc tworzyć szczęśliwą przyszłość.

Kuba Pokojski

z Signum Polonicum

 

„Zwycięstwo nie jest niczym innym, jak złamaniem woli przeciwnej”

Józef Piłsudski

 

 

 

Bibliografia selektywna:

 

- Besala J., Rzeczpospolita Szlachecka Czas wielkich wojen, Poznań.

- Bielecki R., Wielka Armia Napoleona, Warszawa 1995.

- Bohun T., Moskwa 1612, Warszawa 2005.

- Dzieje wojenne, [w:] Polska, Kraków.

- Florek P., Pierwszy etap walki Dymitra I Samozwańca o koronę carską. Bitwa pod

Nowogrodem Siewierskim1604 r., [w:] Echa Przeszłości, t. VIII, Olsztyn 2007.

- Kupisz D., Połock 1579, Warszawa 2003.

- Kupisz D., Psków 1581-1582, Warszawa 2006.

- Łukowski G., Wojna polsko – bolszewicka 1919-1920, Koszalin 1990.

- Majewski A. A., Moskwa 1617-1618, Warszawa 2006.

- Markiewicz M., Historia Polski 1492-1795, Kraków 2002.

- Moskwa w rękach Polaków – Pamiętniki dowódców oficerów garnizonu polskiego w Moskwie 1610-1612, Kryspinów 1995.

- Ochmański J., Historia Litwy, Wrocław 1990.

- Odziemkowski J., Leksykon wojny polsko – rosyjskiej 1919-1920, Warszawa 2004.

- Poczet hetmanów Rzeczpospolitej. Hetmani litewscy, pod red. Mirosława Nagielskiego, Warszawa 2006.

- Pruszyński M., Wojna 1920 – Dramat Piłsudskiego, Warszawa 1994.

- Rzeczpospolita Szlachecka, [w:] Polska Dzieje cywilizacji i narodu, Warszawa-Wrocław 2003.

- Szcześniak R., Kłuszyn 1610, Warszawa 2004.

- Trąba M., Bielski L., Poczet królów Wójcie książąt polskich, Bielsko-Biała 2003.

- Wójcik Z., Historia Powszechna XVI – XVIII wieku, Warszawa 1968

- Żółkiewski S., Początek i progres wojny moskiewskiej, Kraków 1998.

Wiadomości