Koń husarski cz. I.

W tematyce husarii jest wiele kwestii dyskusyjnych.

Dyskusyjnych, mimo że w ostatnich latach, grono różnych naukowców, badaczy, eksperymentatorów, teoretyków i praktyków, wykonało gigantyczną i bardzo potrzebną pracę, mającą na celu odkrycie prawdy, wiarygodnych źródeł i obalenie licznych mitów. Mity te dotyczyły skrzydeł husarskich, ich użycia w boju, formy (długości, mocowania), ale i innych kwestii.  Tak też jest z samym koniem "husarskim", w zasadzie głównym "elementem" wyposażenia husarza, jako kawalerzysty. 

 

Poniższy tekst w żadnym razie nie wyczerpuje tematu i już zapowiadamy jego kontynuację w dalszych częściach, wkrótce.

 

W najnowszym wydaniu "Do Rzeczy- Historia", duża część numeru poświęcona jest właśnie husarskiej tematyce.

W wydaniu tym o husarii przekrojowo wypowiedział się znany i uznany pisarz- Jacek Komuda, husarz swoją drogą.

W swoim artykule poruszył on kwestię koni i słusznie, bo wobec nich również narosło wiele mitów, a nie faktów.

 

Dorzucę kamyczek do dyskusji i ogródka, przypominając sobie i czytelnikom, jak to przed kilku ładnych laty udałem się konno na trening szermierki.

Wszystko było dobrze i "fajnie", koń uwiązany, cieszył wzrok i budził uznanie.

Fakt, że przy moim wzroście, ponad 185cm, koń miał przeszło 170cm w kłębie.

Wówczas spotkałem się z opinią, że koń za duży, bo konie husarskie musiały mieć poniżej 160cm.

 

Zgodzę się, że koń 170-parę cm, to za dużo, ale np 150-155cm to za mało.

Dlaczego? Nie dlatego, że takich koni nie było, bo pewnie były, ale w czasach- 3-4 wieki temu, kiedy rycerze też byli niźsi.

Co to znaczy? Nierozstrzygając czy Wołodyjowski lub Longinus Podbipięta byli postaciami historycznymi (Wołodyjowski z pewnością istniał), ocenia się, uwzględniając tamte realia, że niski Wołodyjowski miał 140-pare centymetrów wzrostu, a Longinus 170-pare centymetrów- będąc rycerzem wyjątkowo wysokim.

Dziś wyjątkowo wysoki człowiek, także Polak miałby 200-parę/ kilkanaście centymetrów zwrostu.

 

Zatem tak jak konie były niższe, ludzie też.

Obecnie, czy to po kolejnych wiekach ewolucji, lepszego żywienia, mniejszego spalania kalorii na ogrzanie, bo zamieszkujemy cieplejsze domy i mieszkania, 

ludzie są wyźsi. Konie również ze względu na lepsze pasze, genetykę/ ewolucję czy krzyżowanie ras.

 

Jak niegdyś Wołodyjowskiemu czy nawet Skrzetuskiemu "wystarczał" koń, który miał 150-160cm w kłebie,

tak dziś, gdy Wołodyjowski miałby 160cm, a Skrzetuski może 185cm zwrostu, na takim koniu wyglądałby, jak na kucyku.

 

To ważna sprawa aby zachować proporcje i zdrowy rozsądek.

Jest to szczególnie istotne, jeśli ktoś ambitnie bierze się za rekonstrukcję kulbaki na bazie historycznych wzorów.

Konie kilka wieków temu były niższe, mniejsze. Te proporcje należy uwzględnić.

Co za tym idzie, jeśli dziś mierzymy np 180cm wzrostu, to koń, który w kłębie ma 160-165cm do odtwórstwa husarii, będzie jak najbardziej prawidłowy.

 

A jaki to koń?

Używano koni polskich, oraz Turków- perskich/ arabskich.

Poza Arabami, jak Cudny Daniela Obrychskiego i jemu podobnych, używano koni polskich z domieszkami.

Można wnioskować, jak pisze to również Pan Jacek Komuda, że mógł to być, a dziś może być z powodzeniem używany koń rasy małopolskiej,

który wschodnią/ arabską domieszkę ma oraz odpowiednie proporcje i wzrost, no może głowę niekiedy za duża ;)

 

Zatem pisząc i mówiąc o koniach husarskich i ich wzroście, pamiętajmy, że mając 180-190cm, jako jeździec, nie skurczymy się do rozmiarów sprzed 3-4 wieków.

Skoro więc jesteśmy wyźsi, musimy też mieć wyższe konie, aby zachować proporcję i aby nie wyglądało to zabawnie.

A już na pewno nikt nie powinien nam "doradzać" abyśmy przy naszych słusznych wzrostach wsiadali masowo na koniki "półtorametrowe" ;)

B.S.

 

 

 

 

 

 

 

 

Wiadomości