Error. Page cannot be displayed. Please contact your service provider for more details. (1)

Lisowczycy nad oceanem Lodowatym. Opowieść o św. Hiobie Mazowskim.

Prezentujemy i zapraszamy do lektury tego wspaniałego artykułu autorstwa

Pana Zbigniewa Wierzbickiego "Zbigwie".

Poza wieloma ciekawostkami i ogromną dawką wiedzy, doskonale tekst ten charakteryzuje następująca opinia jednego z czytelników:

 

"Reportaż historyczny rzadkiej piękności".

 

 

 

I. Lisowczycy.

Minąwszy Moskwę, poszli w głąb, tamten świat porąc:

Już im białe jezioro w tyle i Sybiory,

Już minęli ryfejskie śniegiem kryte góry

I Ingra i Permia, gdzie na smukłej łyży

Człowiek lata po śniegu od sokoła chyżej,

Gdzie już wojnę nie z ludźmi, bo ci ich postury

Nie znieśli, lecz z niedźwiedzimi i srogimi tury,

Z potworami morskimi, bez soboli, bez chleba,

O więdłej tylko rybie wieść było potrzeba.

Dotąd się w dzicze one i pustynie darli,

Aż się piersiami o lód północy oparli.

Wiersz  został napisany w 1670 roku. Jego autorem jest Wacław Potocki herbu Szreniawa, który opisywał szlacheckie społeczeństwo XVII wiecznej Rzeczpospolitej. Po przeczytaniu wiersza, można poczuć ogromne przestrzenie Rosji i chłód oceanu Lodowatego, które przemierzali kiedyś Polacy.

Jak nasi przodkowie, kilka lat temu też minąłem Moskwę podążając w kierunku północnym i lekko wschodnim ku Archangielskowi, trafiając do Wołogdy odległej około 500 km od stolicy Rosji.  Spacerując po starej części Wołogdy przyłączyłem się do wycieczki Rosjan, którą oprowadzał przewodnik. Nad rzeką był "Leniwy Plac", a na nim stał pomnik założyciela Wołogdy, jak objaśniał przewodnik.

Wołogda Leniwy plac. Pomnik 800-lecia. Źródło: http://cultinfo.ru/vologda/photo.htm. Open source.

Na sześciokątnym cokole pomnika - przyglądam się i widzę różne płaskorzeźby w brązie przedstawiające sceny z historii miasta. Na jednej z płaskorzeźb dostrzegam rycerzy z szablami w ręce, a jeden z nich dzierży tarczę, a na tarczy widzę naszego orła. Naprzeciw oddziału rycerzy stoją "mużyki" w "rubachach" na wierzchu spodni i w rękach trzymają topory i rohatynę walcząc z Polakami.

- Co przedstawia ta płaskorzeźba, zadaję pytanie przewodnikowi. Przewodnik odparł tak (nie zauważył, że nie jestem Rosjaninem):

"W historii Rosji tylko Napoleon dotarł do Moskwy. Nikt nie wtargnął dalej w głąb Rosji poza jedynym wyjątkiem. Na początku XVII „polskije zachwatcziki” byli pod naszym miastem. Zagon polskich rycerzy dotarł aż tu, daleko w głąb naszej „matuszki – Rossii”, ale nie udało się im zdobyć naszego miasta. „Russkije mużyki” toporami „zaszczitili nasz gorod ot polskich panow."

Scena przedstawiająca walkę mieszkańców Wołogdy z polskimi i litewskimi najeźdźcami w okresie smuty. 

Rosyjski przewodnik nie powiedział jednak prawdy. Wołogda była zdobyta i spalona. I to dwukrotnie.  22 września  1612 roku - gdy to podobno Polacy poszukiwali Michała Teodorowicza Romanowa - protoplastę panującego potem rodu Romanowów.

 „Wrzesień w 22 dzień, z poniedziałku na wtorek, w ostatnią godzinę nocy, ludzie rujnujący prawosławną wiarę i krzyż, przeklinacze Chrystusa, polscy i litewscy ludzie*, i Czerkasi*, i kozacy  i rosyjscy złodzieje* napadli na Wołogdę niespodziewanie, niezauważeni, i miasto Wołogdę zdobyli, ludzi posiekli , i cerkwie Boże wewnątrz miasta i na podgrodziu spalilii i zbezczaścili, i miasto, i podgrodzie popalili i kasę miejską wzięli. Wojewoda kniaź Odojewski Mniejszy uciekł, a wojewodę Grigorija Dołgorukiego i diakona Istomę Kartaszowa ubili, a Sylwestra arcybiskupa wołogodzkiego i wielko permskiego wzięli do niewoli i trzymali u siebie cztery noce i ledwie żywego wypuścili. A niezauważeni  , polscy i litewscy ludzie, i Czerkasi, i kozacy  i rosyjscy złodzieje weszli do Wołogdy  niespodziewanie bo warta przy wrotach miejskich nawet nic nie słyszała jak setki żołnierzy wtargnęły poprzez niezamknięte wrota do Wołogdy”.

W grudniu 1612 r, jak mówią stare wołogodzkie kroniki. W Wołogdzie znowu zapanowała trwoga. Pod Ustiugiem – miastem prawosławnego św. Stefana Permskiego - pojawił się 13 grudnia pułkownik Andrzej Nalewajko* z  litewskimi ludźmi,  ruskimi złodziejami* i  Czerkasami*.

Jego oddział – choć rozbity 26 lutego 1612 roku przez późniejszego szwedzkiego feldmarszałka Ewerta Karlssona  Horna  w bitwie pod Borowiczami na wschód od Nowogrodu  – splądrował okolice Ustiuga.

Od 12 do 15 grudnia 1612 roku oddział Bobowskiego szturmował trzykrotnie  Kargopol   leżacy na  lewym brzegu rzeki Onegi. Przy okazji zdobył  Czarondę  nad jeziorem Woże.

10 lipca 1612 polskie wojsko zdobyło Biełoziersk bez walk i miasto zostało spustoszone. Wojewoda Stefan Czepczugow uciekł do pobliskiej miejscowości Kiriłłow pod ochronę kamiennych murów monastyru  św. Cyryla Biełozierskiego, 130 km na północny zachód od Wołogdy.

20 sierpmia 1612 r wojsko spustoszyło okolice monastyru, lecz do szturmu przystąpiono dopiero w grudniu. Pierwszy szturm klasztoru nie powiódł się. Na pomoc przybył liczny oddział pod wodzą pułkownika Piesockiego w sile 700 żołnierzy. Szturm powtórzono równocześnie z dwóch stron. Wojsko nie posiadało jednak artylerii, podpalić klasztoru nie udało się „strzałami z ogniem”. Kamienne mury wytrzymały ataki ze wszystkich stron. Od kuli armatniej obrońców ginie pułkownik Piesocki. Zimą 1613 ten bogaty klasztor oblegało 3000 żołnierzy i oblężenia powtarzały się bezskutecznie, aż do 1616 roku.

A 25 stycznia 1613 roku Wielki Ustiug  oblegał ten sam 3-tysięczny oddział polsko litewski z Czerkasami, kozakami i Rosjanami „pod dowództwem pułkownika pana Jakuba Jackiego”, jak podaje rosyjska kronika.

Stare kroniki ruskie wymieniają także nazwiska Polaków: „hetman Szełkowiecki, pan Goleniewski i ataman kozacki Bałowień”. To ich wojska miały „zrujnować  część Wołogdy, spalić 16 grudnia 1612 roku Spaso – Przyłucki monastyr  i splądrować okolice”. 

Długo sądziłem, że to najdalsze miejscowości na północ od Moskwy, do których dotarli Polacy. W wierszu jest jednak mowa o oceanie Lodowatym. Okazuje się, że nad oceanem Lodowatym  też byliśmy.

Potwierdza to inny wiersz napisany przez Stefana Żeromskiego w „Dumie o hetmanie. Widziadła snu”:

Pan Lisowski pędzi aż pod Astrachań

I pod szerokie Kaspijskie Morze,

A zalewa krwią Miedwieże brody,

A obryzga krwią Troicką skałę,

W cerkwi Rostowa naród morduje,

Przez Kostromę, Jarosław, Uglicz, Wołogdę

Dopadł lodowych morza wybrzeży,

Gdzie się z bałwanem zamróz mocuje,

Gdzie góry lodu ze zgrzytem, z trzaskiem

Wojnę ze sobą toczą na głębi.

Gromią polskie chorągwie Wasyla cara,

Palą zamki dębowe, ludzi sieką w pień.

A gdzie stały miasta, wiatr dmie perzyną,

W lochach kości krwawe opłakuje deszcz...

W latach 1612 – 1613, po wygnaniu Polaków z Kremla, luźne oddziały polsko-litewsko-kozackie rozsypały się po ogromnym terytorium  państwa moskiewskiego, a sam Lisowski dziwnie jakoś zniknął wtedy z widowni i do tej pory nie jest absolutnie  pewne gdzie konkretnie na północy Rosji  przebywał.

Juliusz Kossak: Lisowczycy, 1880.

Znaczna ich część udała się na północ od Wołogdy. Oddziały te przemierzały tysiące kilometrów docierając aż do oceanu Lodowatego. Ich trasy przedstawia poniższa mapa:

Mapka tras wypraw żołnierzy Lisowskiego w latach 1612-1613. Mapkę opracował: Igor Skiriev. Źródło:http://www.emezk.ru/forum/topic.aspx?topic_id=60&page=7 . Оpen source.

Pokonywane przez nich odległości były ogromne.  Ja z Moskwy do Wołogdy dotarłem w ciągu kilku godzin, ale poruszałem się samochodem osobowym. Jak tak duże odległości pokonywali niegdyś nasi Lisowczycy?

Polska armia przedstawiona na poniższych rysunkach, to byli częściowo żołnierze wsławieni w  zwycięskiej bitwie pod Kłuszynem. Tak przedstawiali ich sobie wtedy Rosjanie:

 

Źródło:http://www.emezk.ru/forum/topic.aspx?topic_id=60&page=7 . Оpen source.

Jednak żołnierze Lisowskiego wyglądali i byli uzbrojeni zupełnie inaczej.  Lisowczycy to jednak nie husaria. Latające oddziały Lisowczyków, którzy przemierzali nadzwyczaj szybko przez wielkie przestrzenie Rosji byli niezwykle szybcy, niczym Tatarzy.

W różnych muzeach północnej Rosji można zobaczyć nawet części uzbrojenia Lisowczyków:

Źródło:http://pics.livejournal.com/rybandr/pic/0006yfx8/ .Оpen source.

Aby utrzymać się przy życiu, Lisowczycy musieli zdobywać żywność na terenach zamieszkiwanych przez miejscową ludność. Oddziały te przeszły wzdłuż i w poprzek prawie całą ówczesną północną Rosję, łupiąc miejscową ludność. Do  najbardziej znanych i opisanych przez kronikarzy ich wyczynów należy oblężenie Jemiecka nad rzeką Jemcą oraz wyprawa na  Sołwyczegodzk, Chołmogory i Archangielsk.

W  roku 1613 rok stycznia 22, w Piątek, w mieście Soli-wyczegodzkiej polskie pany – Jakub Jacki z towarzyszami i ruscy złodzieje, Czerkasi, żyli w mieście 3 dni… a podczas tego litewskiego najścia na placu targowym i w podgrodziu – oprócz dwóch klasztorów:  Borysa i Gleba oraz Wprowadzenia Matki Bożej, cerkwi Spasa Nierukotwornogo i Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny oraz soboru Zwiastowania i dworów braci Stroganowów, wszystkie cerkwie i dwory zostały przez tych łotrów spalone doszczętnie. Po tym nieszczęściu i po walkach w mieście znaleziono 196 zabitych ciał znanych i nieznanych ludzi. A wśród nich na placu targowym  ciało popa Leontija i 27 zabitych.

Tak opisał te zdarzenia w swoim rękopisie „Historii miasta Sołwyszegodzkiego” z 1789 roku Aleksiej Soskin, która była wydrukowana "Wołogodzkich Gubernialnych Wiadomościach” w 1855 roku. Inne źródła podają, że: „W styczniu 1613 roku oddział Polaków i Kozaków – renegatów w sile około 3000 ludzi nagle i niespodziewanie napadł na Sołwyczegodzk. I udało się im wziąć szturmem część miasta – przyszłej stolicy imperium braci Stroganowów. Miasto zostało rozgrabione.” 

Oddział złożony z 60 żołnierzy z uważanej już za leżącą w kraju Komi miejscowości  Jarensk, nie zdążył z pomocą. Gdy żołnierze dostrzegli dymy nad Sołwyczegodzkiem, ich dowódca zarządził odwrót.

Podana liczebność polskiego oddziału w sile 3000 żołnierzy w Sołwyczegodzku wydaje się być w pełni wiarygodna. Wyprawy na różne miejscowości dokonywane były oddziałami liczącym od kilkuset do 2-3 tysięcy ludzi.

Rosyjscy kronikarze podają, że ogólna liczba wojska litewsko – polskiego na północnych terytoriach  Rosji wynosiła około 7 tysięcy.

Rzut planu Sołwyczegodzka 1793r. Źródło:http://www.emezk.ru/forum/topic.aspx?topic_id=60&page=7 . Оpen source.

Sołwyczegodzk leży około 500 km na północny wschód od Wołogdy i około 200 km przed stolicą republiki Komi – Syktykwarem.

Jemieck leży 650 km na północ od Wołogdy i 150 km od Archangielska. Miasteczka nie udało się zdobyć. Mieszkańcy zdążyli przekształcić gród w twierdzę. Zbudowano tam palisadę obronną zaopatrzono się w armaty z zapasem prochu i ołowiu. Jemieck przygotował się do obrony.

Mapka przedstawiająca oblężenieJemiecka i miejsce zasadzki strzelców broniących miasteczka. Mapkę opracował Igor Skiriev. Źródło:http://www.emezk.ru/forum/topic.aspx?topic_id=60&page=2 . Оpen source.

Przewidując najście Polaków, wojewoda Chołmogorski polecił jemiecczanom przygotować się do obrony. Zbudowano w szybkim tempie palisadę rozbierając Iwanowski żeński klasztor. Jemieck zajmujący powierzchnię około 5.5 hektara przekształcił się w twierdzę z trzech stron otoczoną fosą, a z czwartej rzeką.

Oddział „Litowców*”  pojawił się od strony Dźwiny. Jemieck obronił się przed najazdem. Polacy byli zaskoczeni palisadą i umocnieniami, jakie tam zastali. Zaczęli przemieszczać się w górę Jemca i tam przy przeprawie na drugą stronę rzeki Jemcy wpadli pod ostrzał oczekujących ich w zasadzce strzelców. Wywiązała się bitwa w której zginęło kilku „Litowców” - jak to nazywano wówczas wojska Chodkiewicza – i Jemiecczanie zdobyli trzy sztandary oraz pojmali dwóch rosyjskich szpiegów pracujących dla Polaków. Odesłano ich 100 km na północ, do siedziby wojewody w Chołmogorach.

Tam szpiedzy wyznali, że szykuje się „najazd na Chołmogory i Archangielsk” odległy 50 km od Chołmogorów.  „Litowcy” mieli wiedzieć, że Chołmogory i Archangielsk nie są chronione przez palisady i ich zdobycie jest bardzo łatwe.  I wojewoda Chołmogorski kniaź Piotr Pronski polecił zbudowanie palisad w obydwu miastach, przekształcając je w twierdze. A 6 grudnia 1613 roku konny pułk  5 dni oblegał Chołmogory. Mieszkańcy nawet cerkiew świętych Zozyma i Sawwacjusza spalili w swojej obronie. 11 grudnia wyszedł z oblegających pułków „Lach  Stanisław Jasiński” –  jak podaje rosyjska latopis i przekazał wiadomość, że oblężenie chołmogorskiej twierdzy dobiega końca.  Oddział w sile ponad 1200 żołnierzy odstąpił po wielu nieudanych szturmach i ruszył  w kierunku Archangielska, który zamierzał zdobyć z marszu.   I tu spotkało ich zaskoczenie. Palisady chroniły Archangielsk. Przekształcenie miasteczka w twierdzę uratowało mieszkańców.

Stara rycina Archangielska z końca XVIII wieku. Przed 1612 rokiem znany pod nazwą Nowe Chołmogory założone w 1584 r. Źródło:http://www.emezk.ru/forum/topic.aspx?topic_id=60&page=7 . Оpen source.

Oddział lisowskich żołnierzy stał od 14 do 19 grudnia pod Archangielskiem, a potem ruszył  ku ujściu Dźwiny do morza Białego.

Ten sam oddział w sile 1200 żołnierzy spustoszył i zrujnował doszczętnie Nikoło - Korelski Monastyr leżący współcześnie w Siewierodwińsku nad morzem Białym. Klasztor Nikoło-Korelski był  wtedy związany z pierwszym  morskim portem handlowym Rosji w sąsiadującą z nim przystanią św.Mikołaja nad morzem Białym. Potem żołnierze najechali bogate wioski na północny wschód nad morzem Białym:  NenoksęŁudę, Unę i oblegali Sumską twierdzę w Karelii, której nie udało się im zdobyć.

Buszowanie dawnych wojsk hetmana Chodkiewicza po ziemiach północnej Rosji trwało do 1619 roku, aż do zawarcia rozejmu w Dywilinie. Istnieją przekazy, że część uczestników osiedlała się na tych ziemiach. Zostawali tam scalając się z ludnością miejscową. O tym mają świadczyć polskie i litewskie nazwiska na tych terenach, jak np. Powolskij, czy inne z końcówką „ij”.

filmik https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=_hPzzR76AXQ

Czy wśród tych oddziałów wojska hetmana Jana Karola Chodkiewicza, które rozsypały się na północnych terenach Rosji, był królewski pułkownik Aleksander Lisowski?

- Nie wiadomo. Historia nie daje żadnej odpowiedzi co wyczyniał Lisowski w latach 1612-13.

Walczył  na Północy Rosji? Wyprawiał się po Złotą Babę na północ za Ural do kraju Wogułów, którą może i zdobył. I gdzieś zakopana w ziemi tkwi czekając, aż ktoś ten skarb odnajdzie.

Mapa Moskowii opublikowana przez Sigismunda von Herbersteina w 1549 r w dziele “Rerum Moscoviticarum commentarii”. Źródło:http://www.blagievesti.ru/88-zolotaya-baba.html . Open source.

Samuel Twardowski w wydanym  w 1649 r poemacie „Władysław IV, król polski i szwedzki” pisał:

Lissowski woiuie

A iak pożar za sobą nic nie zostawuie,

Droga równa y wszędy gościniec mu prosty,

Na żadne nie spuszczaiąc czółny się y mosty

Przez ieziora przez rzeki i wszystkie zatopy,

Aż gdzie dotąd nie beło polskiey nigdy stopy…

Doszedł przy dalekiej Baby Złotej Obie,

która, boki rozparszy by koczkodan sobie,

na słupie magnesowym przeciw słońcu siedzi,

a trzykroć zaklinana, wieszcze odpowiedzi

tamtym dawa narodom…

Ów bierze się wprzód za Babę, potym za ofiary,

gdzie, bałwan on rozbiwszy, złota wziął tak siła,

ile wziąć mógł, a ona zwyczajną znosiła

lekkość jego.

Gdzie faktycznie był Lisowski w tych latach nie sposób odpowiedzieć. W „aktach” Rzeczpospolitej Babińskiej Paweł Robertowski opowiadał bywalcom w 1643 roku, że „Lisowski przywiózł z Moskwy samych pieniędzy czterdzieści furmańskich wozów”!

- Czy wszystkie polskie wojską na Północy Rosji było związane z Lisowskim?

- W pewnej mierze tak.

Niektórzy jednak twierdzą, że nie można ich nazywać Lisowczykami, bo formalnie wojsko Lisowskie powstało dopiero w 1614 roku. Wtedy to Lisowski objawił się powtórnie. Latem 1614 roku konny oddział Lisowczyków w sile 3 tysięcy żołnierzy wraz ze swoim Pułkownikiem dokonał głębokiego rajdu w głąb terytorium Rosji, rozpoczynając działania w rejomie Briańska. Pod Orłem stoczył zwycięskie walki  z wojskami kniazia Pożarskiego. Jego rajd dotknął ziem Wiaźmy, Możajska, okolic Kostromy, Jarosławla, Muromskiego i Kałużskiego województwa. W pobliżu Oki stoczył bój z wojskami kniazia Kurakina i wycofał się poza granice Rosji.

Zmarł Aleksander Józef Lisowski herbu Jeż nagle w dniu 11 października 1616 roku, lat przeżywszy niespełna czterdzieści, podczas przygotowań do nowego najazdu w głąb Rosji. W Moskwie nie ukrywano radości z jego śmierci. ”I jak od Staroduba dwadzieścia wiorst, i Lisowskiemu uczyniła się szybko śmierć, spadł z konia i zdechł” – oznajmiało carskie pismo skierowane do władz Troicko - Sergijewskiego klasztoru pod Moskwą.

W ten sposób wyrażał car swoją radość i koniec strachu przed groźnym żołnierzem Rzeczpospolitej.

Powodzenia Lisowczyków mogą świadczyć o talentach ich wodza, ale świadczą też niezbicie o słabości ówczesnej Moskowii, która nie była w stanie efektywnie obronić się przed różnymi najazdami. Pamięć o Lisowczykach w Rosji pozostała na zawsze w moskiewskim państwie.

Jeden z popularnych wschodnich bardów napisał nawet o nich piosenkę. I to nie jedną!

Posłuchajcie:

LISOWCZYCY

Чаму мы разбойчыкі, Чаму мы маскоўчыкі, Вось былі б малойчыкі Ды пайшлі ў лісоўчыкі”.

(http://kamunikat.org/muzyka.html?pubid=3634&lang=PL)

Lisowczycy stali się sławni w całej Europie! Były to wszak czasy wielkości Polski - Pierwszej Rzeczypospolitej posiadającej największe terytorium w Europie Zachodniego Chrzescijaństwa.

Podział administracyjny I RP. Stan prawny na rok 1619.Kliknij i powiększ mapę!

 

Ba! Nawet Rembrandt namalował współczesnego sobie Lisowczyka! Istnieje przekonanie że obraz „Lisowczyk” namalowany przez Rembrandt’a w 1655 roku jest portretem zamówionym przez szlachcica polskiego Marcjana Aleksandra Ogińskiego (1631- 1690). Ród Ogińskich wywodził się od spolszczonych bojarów po zawarciu Unii Horodelskiej w 1413 roku. Portret Marcjana Aleksandra Ogińskiego był namalowany przez Rembrandt’a w czasie kiedy Ogiński był studentem na Uniwersytecie Franeker w Holandii. Jego portret jest znany jako Lisowczyk lub jako Jeździec Polski („Polish Rider). Najprawdopodobniej portret ten był zamówiony przez Ogińskiego.

Rembrandt van Rijn: “Polski jeździec” - Lisowczyk. Źródło: Wikimedia commons. Open source.

Lisowczycy walczyli od granic Francji po Moskwę i do Północnych Włoch oraz granic Turcji, po ujście Wisły i Finlandię. Dali się poznać całej Europie i nigdzie ich taktyka nie okazała się zawodna: wojskom wschodnim przeciwstawiali siłę ognia, a Zachodowi – szybkość i podstęp wojenny, tak jak zakładali teoretycy w XVI wieku.

Żołnierze armii Chodkiewicza  - Polacy, kozacy, Litwini - jeszcze długo walczyli na Północy Rosji. Po zawarciu między Rzeczpospolitą, a Rosją rozejmu w Dywilinie w 1619 roku. Wszystkie ich późniejsze działania można zakwalifikować jako prywatne rozbójnictwo.

O jednym z takich oddziałów nad morzem Białym w Mezeni, którym dowodził Polak, mówi druga część artykułu. Jest to opowieść o dwóch polskich szlachcicach, w której jeden zabija drugiego – przyszłego świętego Rosyjskiej Prawosławnej Cerkwi.

 

II. Św. Hiob Mazowski

Dla mieszkańca Moskwy, wybrzeże morza Białego to głusza. Dla mieszkańca tych nadmorskich terenów głusza to okolice rzeki Mezeń. Dla Mezeńca z kolei, głusza to okolice rzeki Pezy.  Jest to kompletna pustka leśna, gdzie diabeł mówi  dobranoc i nikt tego nie słyszy. I tam właśnie w górnym biegu rzeki Pezy, na jej wysokim brzegu stoi krzyż upamiętniający polskiego szlachcica i prawdopodobnie byłego Lisowczyka. Krzyż stoi  w  pobliżu miejsca, w którym został on zabity – na wzgórzu Zażogi.

Nad rzeką Pezą. Krzyż na wzgórzu Zażogi upamiętniający zabitego polskiego szlachcica.

- Gdzie to jest? Gdzie leży to miejsce?  Zadajmy takie pytanie.

Oto zaznaczone na mapie miejsce śmierci owego Polaka nad Pezą:

Mapa z zaznaczonym miejscem śmierci Polaka. Rzeka Peza wpada do Mezeni.

- Skąd tam wziął się ów Lisowczyk i skąd tam krzyż po prawie 400 latach od jego śmierci?

Stara to, długa i nawet sensacyjna historia, obrosła już legendami i związana z innym polskim szlachcicem, który jest świętym Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Jest to historia o dwóch Polakach.

Patrycjusz Mazowski pochodził z rodziny szlacheckiej osiadłej gdzieś na Kresach Rzeczpospolitej. W końcu drugiej połowy XVI wieku los rzucił jego rodzinę do Moskwicinów. Być może brał udział w wojnie Stefana Batorego z   Moskwą, a może w wyniku tych wojen jego ziemie znalazły się we władaniu Rosji i przeszedł na carską służbę. Znany krajoznawca rosyjski I.F. Tokmakow jeszcze na początku ubiegłego wieku pisał, że w moskiewskim archiwum Ministerstwa Justycji jest przechowywana księga rodzin szlacheckich dotycząca rodu Mazowskich. Dziś jednak nie ma żadnej na ten temat wzmianki, ani śladu po tych dokumentach. Kiedy urodził się Patrykowi Mazowskiemu syn, nie wiadomo. Prawdopodobnie urodził się po roku 1585. Okres jego młodości jest zupełnie nieznany. Około roku 1605 pojawił się na wyspach Sołowieckich. I był tam pierwszym Polakiem.

Źródło:http://www.rosjapl.info/rosja/wyspysolowieckie.php . Open source.

Dokumenty cerkiewne stwierdzają, że metropolita Nowogrodzki  i całego Pomorza Izydor, syna Patrycjusza Mazowskiego „zatwierdził jako kleryka wykonującego posługi cerkiewne, potem jako subdiakona i wreszcie po przybyciu 10 listopada 1607 r na Sołowki, dokonał jego postrzyżyn i wyświęcił go jako zakonnika o imieniu Hiob. Jego świeckie imię nie zostało nigdzie zapisane i nie jest znane.

Hiob Mazowski został mnichem w klasztorze  Sołowieckim, który w owych czasach władał ogromnymi terenami północne Rosji, aż poza rzekę Mezeń.  W 1614 r młody mnich z błogosławieństwem przełożonego klasztoru opuścił wyspy Sołowieckie  i przeniósł się do Mezeńskiego kraju. Hiob zamierzał wieść życie pustelnika i osiedlił  się na odludziu. Tam na wysokim, stromym rzecznym przylądku zbudował Hiob drewnianą kaplicę. Nieliczni mnisi zaczęli się gromadzić wokół Hioba stając się jego uczniami.

Okoliczni chłopi wezwali wtedy mnicha Hioba Mazowskiego, który już zasłynął duchowymi przymiotami pracowitością oraz mądrością,  do zbudowania monastyru, albowiem jeszcze nie było żadnego  w tych okolicach na ziemiach Mezeni. Mnisi, co prawda bardzo nieliczni żyć nie mieli gdzie zgodnie z regułami zakonnymi i mieszkali w swoich domach z żonami i dziećmi.

I car Michał Romanow nadał 14 sierpnia 1615 r dotychczas puste i niczyje  ziemie  przyszłemu klasztorowi u przylądka, gdzie zbiegają się trzy rzeki – z dwoma wyspami, okolicznymi lasami z prawem połowu ryb i wyrębu drzew. Był to kompletnie dziki teren wybrany przez Hioba na swoją pustelnię, zupełnie niezamieszkały, tam gdzie rzeki Waszka i Jeżuga wpadają do rzeki Mezeń.  Miejsce to nazwano Uszczelie.

Tak to miejsce wygląda współcześnie:

USZCZELIE.

Miejsce gdzie niegdyś był klasztor to ten romb na dole po prawej stronie mapy.  Teraz jest tam kaplica.

I wielebny Hiob Mazowski zbudował razem z mnichami i okolicznymi pomocnikami najpierw drewnianą  cerkiew Narodzenia Pańskiego na miejscu kaplicy. Powstawało nowe duchowe centrum szerzące i umacniające wiarę prawosławną na tych dalekich mezeńskich ziemiach, aż po kraj Komi. Bracia  pobudowali sobie cele, do których się przenieśli z chat swoich krewnych i zaczęli żyć razem. Klasztor zaczął się rozwijać. Garnęli się mnisi do Hioba. W spisie ziemskim kraju Mezeńskiego z 1623 r przechowywanym w Centralnym Archiwum Akt Dawnych w Moskwie można znaleźć:  „W pobliżu rzeki Waszki w 1614 roku był budowany. W nim cerkiew Bożego Narodzenia Chrystusowego drewniana w górę, nową postawiono w 1622 r, w niej obraz miejscowy Bożego Narodzenia Chrystusa. W klasztorze budowniczy Hiob w celi, i w 4 celach braci mnichów ośmiu starszyzny, zagroda dla bydła. Ziemie orne bardzo ubogie. Danin zbierać nie należy dlatego, że buduje go budowniczy Hiob nadal.”

Klasztor został  zbudowany przez ludzi, którzy mieszkali w nim - mnichów i nowicjuszy. Wspólnie wznosili różne klasztorne  budowle, uprawiali ziemię, zbierali siano, łowili ryby i żyli życiem religijnym sławiąc Boga i wiarę prawosławną, jak podają cerkiewne władze. Poganie modlący się wcześniej  do starych drzew przyjmowali wiarę w Chrystusa.

Klasztor stał się znany pod nazwą pochodzącą od miejscowości - Uszczelski Monastyr, jako centrum wiary prawosławnej Mezeńskich ziem, a jego przełożonym był wielebny Hiob Mazowski.

Oddaliły się już początkowe lata biedy, lata były urodzajne i ryby było mnóstwo. Powodzenie klasztoru rosło, przybywali nowi  bracia ale żadnych bogactw klasztor nie gromadził i wspomagał biednych.

Ukorzeniał się i krzepł Uszczelski Klasztor nie tylko  w mezeńskim kraju. Był znany od morza Białego, w dorzeczu rzeki Mezeń,  aż po ziemie nad rzeką Peczorą wpadającą do morza Barentsa.

 

- - -

 

Tymczasem powróćmy do naszych Lisowczyków z pierwszej części artykułu. Po zawarciu pokoju w Dywilinie, niektórzy z nich pozostali na północy Rosji - osiedli wśród miejscowej ludności, a jeszcze inni nadal tworzyli swoje prywatne oddziały zbrojne zajmujące się zbójnictwem i żyjące z grabieży.

Jednym z takich oddziałów składających się z kilkunastu byłych żołnierzy: Polaków, Rosjan i kozaków  dowodził zubożały polski szlachcic. Wędrując po tych północnych ziemiach Rosji kilka lat, dotarła i do niego legenda o Złotej Babie – Zarni An po komiacku zwanej, która najpierw znajdowała się na ziemiach za rzeką Mezeń, w kraju Komi, a później została przeniesiona za Ural przez pewnego pogańskiego szamana o imieniu Pam, do kraju ugro - fińskiego plemienia Wogułów za Uralem. Wielka Baba cała ze złota rozpalała wyobraźnie wszystkich członków już zbójnickiego oddziału. I ich dowódca postanowił podjąć wyprawę w celu zdobycia skarbu – Złotej Baby. Żyjąc z rabunków postanowili udać się po skarb obchodząc Ural od północy.

Był to znany szlak, którym od setek lat ludzie wyprawiali się na Syberię.

Pierwszym ich etapem było dotarcie do Mezeńskiego kraju, aby potem dotrzeć do Pezy – posuwając się w górę rzeki Pezy, pokonać osiem kilometrów do dorzecza Peczory i ciut w dół po Peczorze aż do wpadającego do niej wschodniego dopływu. Idąc w górę i nieco na północ można pokonać Ural i znaleźć się w Kraju Wogułów. Taką trasę wytyczyli znajdujący się w oddziale Rosjanie.

Szajka pod wodzą zubożałego szlachcica zaczęła się pojawiać w Mezeńskim kraju po roku 1625. Zbójnicki oddział stał się tam z czasem znany, a miejscowa ludność  nadała jego dowódcy przezwisko Zażoga, czyli mniej więcej „Podpalacz”.  Ich napady kończyły się na ogół podpaleniem rabowanych domostw. Niewielki oddział Zażogi dotarł do Uszczelia zwabiony nadzieją na bogatą zdobycz w słynnym klasztorze. Liczny niegdyś oddział jednak topniał z upływem czasu. Zostało się ich tylko siedmiu: Czerkasów, czyli zaporoskich kozaków oraz  Rosjan ze swoim dowódcą Polakiem.

Przybliżał się koniec lata - 5 sierpnia 1628 roku dzień był słoneczny, ale zbierało się na burzę. Mnisi poszli zbierać siano, a w klasztorze został jedynie wielebny Hiob Mazowski.

I pojawiła się szajka Zażogi.

Dobiegała końca letnia pora.  5 sierpnia 1628  dzień był upalny,  zaczynało zanosić się na burzę. Mnisia brać  pracowała na łąkach nad rzeką – byli na sianokosach. Jedynie Hiob został w klasztorze. Rąbał drzewo.

Rosjanin G. Russkij  opisał przybycie rozbójników do Uszczelskiego klasztoru w książce  Opisy do ikon północnorosyjskich świętych, a poniżej jest to przedstawione w znacznym uproszczeniu i z  dialogami zgodnymi z ludową legendą:

Przybiegł do niego Saszko, syn Anfima, ledwie wymówił zziajany:

- Płyną rozbójnicy!

Zaśmiał się Hiob:
-  Jacy tam rozbójnicy, pewnie jacyś goście do nas płyną. 
- To zbójcy! Przyjrzałem się im dobrze. 
- Wracaj do siebie! –synku, śpiesz się! Uciekaj! Ja zostaję.

Hiob pocałował chłopca i powtórzył: Uciekaj! Rozbójnicy byli tuż, tuż!

Twarz zbliżającego sie  dowódcy wyglądała bardzo srogo. Była pokryta wieloma bliznami i szramami jakby po odniesionych ranach. Tylko jego błękitne oczy błyszczały w słońcu.

- Gdzie złoto, srebro? Pokazuj szybko! – przemówił groźnie dowódca do Hioba.

- Gdzie skarby? – powtórzył.
- Skarby nasze to ten klasztor! – odparł Hiob.
- Gdzie dieńgi, pieniądze?
- Hiob nie odpowiedział.

Rzucili się rozbójnicy zdzierać z wielebnego ubranie, szarpali kołnierz.
- Popatrz, atamanie – krzyknął jeden z nich. Mówił, że złota nie ma! A to co?

I podał dowódcy zdjęty z szyi Hioba złoty medalik.

Wziął dowódca medalik, przyjrzał się mu uważnie i powiedział: - sam z nim porozmawiam.
I zaczął rozmawiać z Hiobem po polsku.
- Pan jest Polakiem?

- Jestem Hiob, czerniec.

- A skąd u biednego mnicha ten złoty medalion?

- Powinieneś to wiedzieć. To moja pamiątka rodowa. Tam jest na łacinie napisane „Tuere me Deus” i moje nazwisko.

- Tu jest napisane: Mazowski.

- Takie było moje świeckie nazwisko.

- To znaczy, jesteś szlachcicem?

- Więc ty szlachcic! – I wyjął dowódca szablę i rozciął pęta na nogach i rękach Hioba.

- Opowiedz mi jak zostałeś zakonnikiem w tym barbarzyńskim kraju?

- A Ty panie, opowiedz mi jak zostałeś rozbójnikiem  i dlaczego nadano ci przezwisko Zażoga?

- Nie miałem innej możliwości i musiałem zostać zbójcą.
- Ja też panie Zażoga.
Zażoga uśmiechnął się.
- Trudno jest mi uwierzyć, że Polak mógł porzucić łono kościoła katolickiego i zostać mnichem w tych lasach i moczarach. 
- Mnie też trudno uwierzyć, że Polak wyrzekł się Boga i trudni się zabijaniem bezbronnych ludzi.

- Popatrz na moją twarz i szramy na niej. Oni oznakowali mnie, panie Mazowski. Teraz ja odpłacam im tym samym. To jest moja zemsta za moje poniżenie.

- Nie należy mścić się na nikim, a zwłaszcza na niewinnych ludziach. Wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, a kto wierzy w Chrystusa ten wie, że za niegodziwości spotka go zasłużona kara.

- To są heretycy, a wojna z nimi jest uzasadniona.

- Panie Zażoga! Pan nie jest już na wojnie, to zbójectwo i jest pan poza prawem ludzkim i boskim!
- Nie będę się spierał z tobą! Ty mój więzień. Wierzę  w twoje słowo szlachcica jakem sam szlachcic. Ty nie łżesz, klasztor wasz biedny i nie ma tu skarbów. Ty widziałeś moich ludzi i zauważyłeś jacy są okrutni. Oni nie oszczędzą nikogo. Tylko ja mogę cię uratować, jeśli ty pomożesz uratować mnie.

- Twój ratunek to wyrażenie skruchy!
- E tam! To tylko słowa. Nie chciałem zostać rozbójnikiem, lecz musiałem nim zostać. I nie myśl, że jestem z tego zadowolony. Chciałbym zdobyć Złotą Babę i wrócić do Rzeczpospolitej. Tylko ty możesz mi w tym pomóc.

- Ty boisz się ludzkiego sądu, a Bożego sądu się nie boisz?

- Przestań… My jesteśmy jednej krwi. Jesteś tu obcy w tym kraju, jak i ja. Jesteśmy Polakami.  Pamiętaj o ojczyźnie, pamiętaj o Rzeczpospolitej!

- Przykro jest mi słyszeć słowa o ojczyźnie z ust zabójcy. Nic ci nie pomogę, nie uciekniesz od sądu ludzkiego i boskiego. Mówiłeś o ojczyźnie. Moja pierwsza ojczyzna to Bóg. Druga moja ojczyzna to Ruś. Tu się urodziłem, tutaj moja wiara i ojczyzna.
- Proponuję uratować panu życie, panie Mazowski. 
- Ja jestem czerniec, mnich. I dawno umarłem dla świata.
- Ty nie znasz moich ludzi. Oni nie tylko cię zabiją ale poddadzą takim torturom, jakich nie widział żaden święty męczennik.

- Wiedz, że ani szlachcic pan Mazowski, ani mnich Hiob nigdy nie przyjmą litości od zabójcy!

- Lecz ja chciałem oszczędzić ciebie jako mojego rodaka! Mogę wziąć ciebie jako zakładnika.

- Nie jestem twoim współplemieńcem. Jesteśmy wrogami. Ty jesteś nie Polak, a bezbożnik Zażoga, przelewasz krew niewinnych ludzi, palisz ich domostwa i wioski. Imię twoje jest tu przeklęte i Polacy w Rzeczpospolitej też je przeklną!

- Dość! – krzyknął Zażoga. Hej, ludzie! On wasz!
I odszedł Zażoga ze stromej skarpy nad brzeg rzeki, aby nie widzieć tego co będzie się działo z Hiobem i nie słyszeć jego jęków.

Miejsce, w którym rozbójnicy torturowali Hioba Mazowskiego.

A rozbójnicy położyli Hioba na sosnowej belce. I zaczęli go torturować  żądając wskazania miejsca ukrycia klasztornego skarbu. Dźgali go nożem, pasy ze skóry darli i przypalali ogniem.

Zerwali z Hioba stare ubrania, podźgali nożami i z krzykami  i śmiechem powlekli do skarpy. I stoczyło się ciało Hioba na brzeg do nóg Zażogi.

Z tej wysokiej skarpy zrzucili rozbójnicy Hioba Mazowskiego.

Zobaczył Zażoga, co uczynili  ludzie jego, zobaczył spojrzenie Hioba ostatnie, nie na niego, ale w niebo do Boga skierowane, usłyszał słowa modlitwy na ustach w pianie krwawej.

- Nie może szlachcic umierać jak pies! - wymówił Zażoga te słowa, wyjął szablę i odciął  męczennikowi głowę. Potoczyła się głowa i zastygła patrząc w niebo otwartymi oczami.

Starł ataman krew od klingi, wszedł na górę.

- Cóż chłopcy! Kto wymyślił taką okropną śmierć temu mnichowi.

I zgłosił się mieszkaniec pobliskiej osady o imieniu Anfim.

- Przyprowadziłeś nas tu. Miało być złoto, miało być srebro, miały być klasztorne skarby! Gdzie one?
- Zaraz zacznę je szukać! Anfim poczuł niebezpieczeństwo w głosie Zażogi.

- Nałgałeś nam. Przeklęty psie! Nic tu nie ma. Za kłamstwa spotka cię kara. Chłopcy! On wasz!

I zbójecka banda zabiła Anfima zrzucając go z wysokiej skarpy na brzeg rzeki.

A Zażoga wydał komendę: - Podpalamy!

Lecz w tym momencie gruchnął grzmot z czarnego już nieba, a jeden z oddziału krzyknął:

- Na koniach galopują! Płyną łodzie na rzece!

- Koniec! Uciekamy! – powiedział Zażoga.

I wszyscy rzucili się do brzegu rzeki i wsiedli do swojej łodzi. I odpłynęli.

A na wysokim brzegu pojawił się na koniu Paszko z Juromy i rozbójnicy usłyszeli jego głos:

- Nie uciekniesz! Zarzoooga!
I z nieba rozległ się grom, a błyskawica niczym ognista strzała przeleciała nad zbójecką łodzią i uderzyła w brzeg rzeki i z nieba runęły potoki deszczu. Pobladł Zażoga jakby usłyszał głos anioła śmierci.  Zażoga postanowił opuścić niegościnne dla niego tereny i skierował swą łódź w dół rzeki Mezeń, do miejsca, gdzie wpada do niej Peza, aby płynąc w jej górę zbliżać się do miejsca pobytu Złotej Baby.

A na łodziach wracali zakonnicy z sianokosów. Gdy zobaczyli, co się stało rozpaczali wielce po stracie swojego wielebnego ihumena Hioba.

Paszko z Juromy wszystko im opowiedział. Sam nie zdążył z pomocą Hiobowi.  Pośpieszył z pomocą zaraz, gdy od Saszki się dowiedział o nadciągających rozbójnikach.

I pogrzebali wielebnego męczennika Hioba Uszczelskiego po północnej stronie w świątyni  Bożego Narodzenia Chrystusa w Uszczelskim klasztorze.

Zakonnicy nad ciałem św. Hioba Uszczelskiego. Źródło:http://sanatatur.ru/forum/viewtopic.php?f=124&t=9218 . Open source.

A Zażoga nie dotarł do Złotej Baby. I nie uciekł. Dosięgła go Boża i ludzka sprawiedliwość. Uciekał łodzią płynąc w dół  Mezeni. Jeśli uruchomi się mapę rzeki MEZEŃ i okolic to widać, że po wypłynięciu z miejscowości Uszczelie - ciut poniżej miejsca gdzie rzeka rozdwaja swój bieg – musieli przepływać w pobliżu osady Juroma. A tam już czekał na nich Paszko na wysokim brzegu. Gdy podpłynęli, jego strzały nie dosięgły łodzi Zażogi. I rozbójnicy podążyli spokojnie dalej przez nikogo nie zaczepiani. Zostało ich siedmioro. Ludzi w przybrzeżnych wioskach i osadach nie było. Uciekali przed zbójnikami Zażogi. Zdobywanie żywności stawało się coraz trudniejsze. Gdy przepływali dalej po Mezeni blisko brzegu, wystrzelona z gęstego lasu strzała trafiła jednego z nich i zwaliła go do rzeki. To Paszko konno towarzyszył im i wyprzedzał łódź z rozbójnikami. To on zmniejszył rozbójniczą szajkę do sześciu osób.

Zażoga uciekał z całych sił. Ich wypady na brzeg do osad po drodze kończyły się spaleniem wszystkich domostw.

- Niechaj zapamiętają rozbójnika Zażogę! – mówił wtedy.

Trwoga ogarnęła całą rzekę. W miejscowości Okładnikowa Słobodka urządzono na rozbójników zasadzkę. Oddział strzelców oczekiwał na ich przybycie.

Lecz Zażoga skręcił na wschód i popłynął w górę rzeki Pezy. Chciał przecież dotrzeć do Złotej Baby. Płynąc Pezą Zażoga się uspokoił. Pogoni nie było, nurt rzeki był spokojny i cichy, choć kręty, a brzegi  po przepłynięciu osady przy ujściu rzeki Nafta, były całkowicie bezludne. Kolejnego dnia rozbójnicy zatrzymali się na wysokim  brzegu wieczorem, gdzieś na 60-tym kilometrze Pezy od jej ujścia, rozpalili ognisko i zaczęli gotować kaszę i śpiewać zbójeckie piosenki.

Kasza gotowała się. Wziął łyżkę Zażoga, aby kaszę popróbować i wtem nad rzeką rozległ się donośny glos:

- Hiooob!

Zażoga oniemiał, zachłysnął sie kaszą i zwalił się jak długi w ognisko. Jego szyję przeszyła rozżarzona strzała. Podnieśli się rozbójnicy, ale strzały nie przestawały świszczeć i dosięgały po kolei każdego. Tylko jeden rozbójnik nie uciekał, a padł na ziemie udając martwego.

Po chwili pojawił się Paszko z łukiem w ręku.

- Wstawaj! Idź do ludzi i opowiadaj, że Paszko z Juromy sąd Boży dopełnił.

I uciekał ostatni z rozbójników, aż dotarł do miejscowości Okładnikowa Słobodka – dzisiejszej miejscowości  Mezeń.

Wszystko tam opowiedział, jak Paszko wybił jego towarzyszy. Lecz i jego spotkała sroga kara, był bity knutem i został oślepiony. I bez światła w oczach, w łachmanach, powlókł się kaleka po wsiach i osadach północnej ziemi Rosji  i za suchą skórkę od chleba opowiadał dobrym ludziom o rozbójniku Zarzodze, bohaterze Paszko z Juromy i o Hiobie Umęczonym.

Tak przedstawiają dawne spotkanie dwóch Polaków na dalekiej północy Rosji opowiadania ludowe. Przedstawiona tu wersja jest zbliżona do opisanej w książce, której autorem jest Gennadij Russkij, czyli zmarły w 2006 roku historyk, dziennikarz – znawca historii i kultury północnych terenów Rosji Henryk Pawłowicz Guńkin.

- - -

 

Na miejscu, w którym zabity został niegdyś polski szlachcic znany jako rozbójnik Zażoga, stoi dzisiaj krzyż.  I współcześnie też jest w tych okolicach kompletna głusza. I tam w tajdze, w górnym biegu Pezy, na wysoki brzeg dotarł niedawno mieszkaniec miasta Mezeń, krajoznawca  i dziennikarzMikołaj Fiedotowicz Okułow. Urodził się w osadzie Bycze nad Pezą, w pobliżu miejsca, gdzie został zabity Zażoga. Jego babcia już w młodości opowieść o rozbójniku Zarzodze mu opowiadała. „Również zdążyłem usłyszeć osobiście tę opowieść o Zarzodze i Paszko od pewnej niepiśmiennej staruszki w okolicy Pezy. Jest to historia całkowicie prawdziwa, która przetrwała wieki. Była przekazywana wśród ludności jako ustna opowieść, łącznie ze wskazaniem miejsca zabicia Zażogi. Paszko to pewnie chłop z Juromy, który poważał i lubił Hioba Mazowskiego. Dlatego rzucił się w pogoń za Zażogą i go zabił.

W pobliskich  okolicach przezwisko Zażogi zostało utrwalone w nazwach. Istnieje strumyk Zażogi oraz wzgórza Zażogi.

To właśnie Mikołaj Okułow postawił krzyż na miejscu śmierci Zażogi i wykonał zdjęcie przedstawione na początku II części artykułu.

Dziś ta opowieść o zdarzeniach z początku XVII wieku jest lokalnie opisywana z niejakim pietyzmem – przedstawia uczestników w pewnym sensie romantycznej historii, jakby baśni ludowej, w której jeden polski szlachcic zabija drugiego szlachcica.

Zażogę upamiętnia krzyż w tajdze na wysokim brzegu Pezy. A Hiob Mazowski jest postacią, która znalazła się  w historii Rosji  jako święty męczennik Rosyjskiej Prawosławnej Cerkwi (RPC).

Na pogrzeb wielebnego Hioba przyszło mnóstwo miejscowych mieszkańców, albowiem „zdążył on  wykonać pracę krzewiciela oświaty w klasztorze i dał krajowi twardą opokę prawosławia”, jak mówi RPC.

Czczenie Hioba jako świętego zaczęło się wkrótce po jego męczeńskim zgonie. Przy jego grobie zaczęły się zdarzać uzdrowienia chorych i inne cuda. Jego sława była znana w całym Mezeńsko - Peczorskim kraju, a z najodleglejszych zakątków tych ziem przybywali pielgrzymi do grobu św. Hioba. Z potwierdzonych i opisanych cudów jest widoczne, że największą pomoc okazywał Hiob przy chorobach oczu oraz przy wielu innych chorobach wewnętrznych. W RPC zapisanych i potwierdzonych jest ponad  50 cudownych uzdrowień. 

W 1658 roku była napisana pierwsza ikona świętego Hioba Uszczelskiego.

Ikona św. Hioba Uszczelskiego. Źródło:http://solovki.orthonord.ru/books/paterik/iov_ushel/iov_ushel_paterik.htm. Open source.

3 listopada 1739 roku arcybiskup Archangielski i Chołmogorski Warsonofij zarządził otwarcie po 111 latach grobu św. Hioba. Jak mówią dokumenty, grób odkopano w kaplicy zbudowanej nad pochowanym świętym. Jego ciało było zachowane w idealnym stanie, o czym zaświadczyło ośmiu świadków.

Cuda zdarzały się i w XIX wieku. Pisarz S.W. Maksimow, który podróżował w 1856 roku pisał tak: „Resztki kłody na której leżał Hiob podczas torturowania i dźgania go nożem  były przechowywane w miejscowej cerkwi. Jak zeznawali naoczni świadkowie kłoda była „cała obgryzana, dlatego że szczapy z niej, zgodnie z  ludową wiarą, po wzięciu  w usta likwidowały ból zębów”.

Koleje losu  Uszczelskiego klasztoru były różne.

http://sanatatur.ru/forum/download/file.php?id=45149&sid=a99739372c8716850a5f18971474f5e9

Klasztor Uszczelski pod koniec XIX wieku. Źródło:http://sanatatur.ru/forum/viewtopic.php?f=124&t=9218. Open source.

Caryca Katarzyna II na jakiś czas poleciła przenieść się nielicznym juz zakonnikom z Uszczelskieg klasztoru do miejscowości Lieszukonskoje, ale zawsze funkcjonowała tam cerkiew w zabudowaniach klasztornych i była świadczona posługa religijna.

Na początku XX wieku klasztor stał się pierwszym żeńskim klasztorem na tych północnych ziemiach Rosji i istniał jeszcze przez dwa dziesięciolecia.

Żeński klasztor Uszczelski w 1914 roku. Źródło:http://img-fotki.yandex.ru. Open source.

W 1920 roku Uszczelski Klasztor został zlikwidowany przez bolszewików. Na jego miejsce utworzono sowchoz.  Cerkwie przekształcono na magazyny. Trwała jednak w sercach ludzi pamięć o męczenniku świętym Hiobie.

W końcu XX wieku na miejscu klasztoru już nic nie było.

Na początku XXI wieku następuje odrodzenie cerkiewnego życia w Rosji. Na prawdopodobnym miejscu pochówku św. Hioba Mazowskiego postawiono prawosławny krzyż i w pobliżu kaplicę.

Miejsce, w którym był kiedyś klasztor Uszczelski. Dziś jest tam tylko kaplica.

Wśród wiernych trwa pamięć napisu na ikonie św. Hioba Mazowskiego: „Nie bójcie się zabójców ciała, duszy przecież oni nie mogą zabić”.

Polski szlachcic, święty Hiob Mazowski nie jest zwykłym świętym Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. On jest twórcą  klasztornego życia na ogromnych Mezeńsko – Peczorskich terytoriach północnej Rosji. W duchowym sensie dzisiejszej Rosji, Mezeński kraj to św. Hiob Uszczelski (Mazowski).

Znajomy dziennikarz z Syktywkaru - stolicy kraju Komi napisał w liście do autora tak: „Osobiście odwiedziłem nie tylko mogiłę i kaplicę w Uszczeliu, ale byłem także w trzech pustelniach trzech zakonników Uszczelskiego klasztoru: Anikieja, Jakuba i Judy. Te pustelnie (drewniane chatki-kaplice) znajdują się w różnych zakątkach tajgi wzdłuż rzeki Mezeń. Bardzo trudno jest dotrzeć do tych pustelni w tajdze, ale prawosławni tam pieszo docierają, świece zapalają i modlą się do nich. Trzeba podkreślić – to byli uczniowie i kontynuatorzy dzieła Hioba Mazowskiego. Bo Hiob Mazowski jest wybitnym i ważnym  świętym, który podobnie jak Sergiusz Radoneżski zostawił po sobie swoich uczniów i naśladowców – świętych ascetów. A to powoduje, że jest jeszcze bardziej ceniony i czczony!”

I w ten sposób nasz praktycznie w Polsce nieznany rodak doszedł do świętości! Kto by przypuszczał, że Polak mógł zostać Świętym Rosyjskiej Prawosławnej Cerkwi?

Autor składa podziękowania M. S. - dziennikarzowi z Syktywkaru, krajoznawcy i miłośnikowi północnych terenów Rosji nad Mezenią, Onegą, Peczorą oraz morzem Białym. Jego teksty oraz dostarczone zdjęcia przyczyniły się do powstania niniejszego artykułu.

Autor składa też serdeczne podziękowanie Igorowi Skirev z Sankt Petersburga, który znalazł artykuł N.N. Ardaszewa z 1898 roku „Iz istorii XVII wieka. Ocziszczenie russkoj ziemli. Pochod Czerkas”i opublikował go w Internecie łącznie z przygotowanymi przez siebie mapami przemieszczania się poszczególnych oddziałów wojsk i planów bitw według opisów zawartych w artykule. Jednocześnie Igor Skiriev był uprzejmy wyrazić zgodę na wykorzystanie jego map i tekstu przez autora niniejszego artykułu.

- - - - - - - - - -

* Litewscy ludzie, Litowcy – tak nazywano w Rosji polsko - litewskie wojska.

* Rosyjscy złodzieje – Rosjanie służący w polskich wojskach.

* Czerkasi – tak nazywano w Rosji zaporoskich kozaków. Terminem tym określano niekiedy także wojska polsko – litewskie.

*Andrzej Nalewajko – Na początku XVII wieku około 12000 kozaków znalazło wojenny chleb na terenie Moskowii. Z Dymitrem Samozwańcem „chodzilo” na Moskwę 12000 kozaków. Później na wezwanie polskiego króla w wyprawie na Moskwę wzięło udział wiele więcej kozaków – podobno 40 tysięcy. A.Nalewajko - rejestrowy pułkownik Wojska Zaporoskiego sam zebrał całą armię – własny oddział kozaków spośród nierejestrowego kozactwa zaporoskiego, którzy wybrali go swoim hetmanem. Andrzej Nalewajko został jednym z pułkowników tego wojska Rzeczpospolitej.

Bibliografia:

1.Ardaszew Nikołaj Nikołajewicz „Iz istorii XVII wieka. Ocziszczenie russkoj ziemli. Pochod Czerkas.” (1612-1614 gody, „Żurnał ministerstwa narodnogo proswieszczenija”, 1898, ijuń) – materiały opracowane przez Igora Skirieva i opublikowane w Internecie na stronie miasta Jemieck.http://www.emezk.ru/forum/topic.aspx?topic_id=60&page=7 .

2.Bartłomiej Czarski „Lisowczycy i Złota Baba”. Muzeum Pałac w Wilanowie.  http://www.wilanow-palac.pl/lisowczycy_i_zlota_baba.html

3.Zygmunt Gloger „Encyklopedia Staropolska”, Wiedza Powszechna, 1978, str.87.

4.Andrzej M.Kobos „Jeździec Polski Rembrandta”http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje08/text17p.htm

5.Małgorzata Szczygielska „Lisowczycy Fakty i Mity”, czerwiec 2012  http://www.ksopit.pl/sladami_kopyt/lisowczycy

6.Aleksej Juriew „Żitie i stradanie swiatogo prepodobnomuczenika Jowa Uszczelskiego, mezeńskogo  czudotworca”http://www.cirota.ru/forum/view.php?subj=81779

7.Giennadij Russkij „Kliejma k ikonam sewierorusskich swiatych”, Izd. Chrama Ikony Kazańskoj Bogomatieri, ” 2002.

8.Sołowieckij Paterik ”Priepodobnomuczenik Jow Uszczelskij i osnowannaja im obitiel”http://solovki.orthonord.ru/books/paterik/iov_ushel/iov_ushel_paterik.htm,http://solovki.orthonord.ru/books/paterik/iov_ushel/iov_ushel.htm  

9.Prawosławnaja Enciklopiedia „Iow”  http://www.pravenc.ru/text/578160.html

10.Institut  Ruskoj Litieratury Rossijskoj Akademii Nauk. Trudy otdieła  staroruskoj litieratury. Tom 55. E.A. Ryżkowa „Żitije sołowieckogo postriżieńca Jowa Uszczelskogo – mało izwiestnoje soczinienije  XVII - XVIII w”, 2004, ISBN: 5-86007-437-9.

11.Kniżnyje Centry Drewniej Rusi. Kniżnoje Nasliedje Sołowieckiogo.Monastyria.Instytut Russkoj Literatury (Puszkinski Dom), RAN, Sankt Peterburg: Nauka, 2010. E.A. Ryżowa (Syktywkar) „Żitije Jowa Uszczelskogo w rukoposmienno – kniżnoj  tradiciji Russkogo Siewiera (druga redakcja), s. 545-574, ISBN:978-5-02-026458-8.http://www.mpda.ru/publ/text/331088.html?print=1

12.I. Suworow „Razotinije Wołogodskiego kraja w 1612-1613 godach”.Wołogodskije eparchialnyje wiedomosti, 1881, Nr 21, s.377-378 http://www.booksite.ru/ancient/history/81.htm

13.Antoni Kuczyński „Udział Polaków w poznawaniu Syberii w XVII wieku na tle staropolskich wiadomości o ludach Rosji.” Etnografia Polska, t.XXIII, z. 1, ISSN-0071 -1861. http://www.cyfrowaetnografia.pl/Content/887/Strony+od+EP_XXIII_z1-7.pdf

14.G.G. Frumienkow „Sołowieckij monastyr i oborona Biełomorja”, Siewiero-zapadnoje kniżnoje izdatelstwo, 1975  http://lib.ru/HISTORY/FRUMENKOW/solovki_i_oborona_severa.txt_Ascii.txt

15.Prawosławnyje chramy i swiatyje w istorii archangielskogo siewiera. Siewiernyje sielienija, posady i goroda.http://projects.pomorsu.ru/pss/chapters/chapter1/1.10.shtml

16.Iistoria Ukrainskogo wijska. Zaporozkie wijsko. W miri ta u wijni z Polszeju.  http://exlibris.org.ua/wijsko/r205.html

17.Pomorie. Istoria posada Nenoksa.http://pomor-sever.ucoz.ru/publ/1-1-0-21

18.Aleksander A. Stanisławskij „Grażdanskaja wojna w Rosji XVII wieku”, Moskwa, wyd. Myśl, 1990.

19. Brumfild U.K. „Sołwyczegodsk - stolica imperii Stroganowych”http://www.cultinfo.ru/brumfield/articles/article13.htm

20.„Połnoje sobranije russkich lietopisej” t.37, Akademia Nauk ZSRR, Instytut Histori. Ustiużskie i wołogodskie lietopisi XVI-XVIII wieków. Izd. Nauka, Leningrad,1982 http://imwerden.de/pdf/psrl_tom37_ustyuzhskie_i_vologodskie_letopisi_1982.pdf

21.Tezisy konfieriencii „Kniżnoje nasliedije Sołowieckogo Monastyria XV-XVIII ww”. Sołowki, 5-11 września 2005 r. Е. А. Рыжова (Сыктывкарский ун-т). Житие Иова Ущельского в рукописно-книжной традиции Русского Севера.

22.Russkije swiatyje. Żitija swiatych. Swiedenija o żitii  priepodobnogo Jowa Uszczelskogo.http://saints.ru/i/iovusch.html

23.Cerkowno-Naucznyj Centr. „CerkownajaEnciklopedija”. Chronołogiczieskij spisok swiatych Russkoj Prawosławnej Cerkwi  XVII wieka.http://www.sedmitza.ru/text/437543.html

Wiadomości