Polska, Rosja, Ukraina wszyscy mają rację

Ostatnie, trwające już od wielu miesięcy wydarzenia na Ukrainie, różne relacje, opinie, włącznie z najnowszymi relacjami Radka Sikorskiego skłoniły mnie do wyrażenia swojej opinii na grupę tematów pod wspólnym mianownikiem- Ukraina.

Zazwyczaj tutaj nie odnosimy się do aktualnych wydarzeń politycznych, w tym międzynarodowych, ale te kwestie są tak istotne, że nie mogę milczeć.

Jak w tytule, "wszyscy mają rację", bo moim zdaniem tak jest, co nie oznacza jednocześnie, że akceptuję i popieram działania, a tym bardziej metody Moskwy. Zamierzam tylko pokazać, że każdy ma jakieś swoje racje i argumenty, w moim mniemaniu słuszne.

 

Zacznę od ostatniej rewelacji czyli "grypsu" Radka Sikorskiego, że podobno Putin Tuskowi powiedział, że Ukraina to sztuczny twór, a Lwów to polskie miasto. Jestem gotów wierzyć pierwszej wersji Sikorskiego, że Putin faktycznie tak powiedział. Tak, jak publicznie wyraził się również Żyrynowski.

Przecież dzisiejsza Ukraina, przy mojej sympatii dla wielu

(ale nie wszystkich) Ukraińców, to sztuczny twór.

Szczególnie w takiej formie i granicach, jak dziś.

 

Dla Ukrainy, poza wielkim głodem i stratami ludzkimi w ramach Armii Czerwonej, wielkim szczęściem było powstanie Związku Radzieckiego, w ramach którego powstała Ukraińska Republika Radziecka.

Kolejnym szczęśliwym faktem dla dzisiejszej Ukrainy był rozpad ZSRR, w wyniku którego Ukraina bezboleśnie i praktycznie automatycznie uzyskała niepodległość (przynajmniej pozorną), i to w bardzo korzystnych granicach.

Dzisiejsza Ukraina, to również sztuczny twór dlatego, że jej obecne granice kompletnie przekreślają wieki historii,

które spowodowały, że po rozpadzie Rusi Kijowskiej ziemie, nazwijmy to ruskie, były polonizowane czy podlegały innym wpływom.

Ukraina to także sztuczny twór choćby patrząc na to, jak różni się wschód od zachodu tego kraju i to nie pod względem przemysłu, a kulturowym.

Co ciekawe, nazwijmy to współczesna kultura "ukraińska" znacznie lepiej wytworzyła się czy przetrwała na terenach centralnych i zachodnich, czyli należących przed wiekami i przez wieki do "łacińskiej" Rzeczypospolitej, niż na terenach wschodnich, pod dominacją rosyjską- moskiewską.

 

Oczywiście, przynajmniej w mojej opinii, wielomilionowa grupa ludzi, która zalicza się do narodu ukraińskiego, zasługuje na własne państwo, szczególnie w dobie państw "narodowych", a nie wielonarodowych, jak I Rzeczpospolita.

Pozostaje pytanie, w jakich granicach takie państwo powinno istnieć. 

Oczywiście skrajni Ukraińcy twierdzą, że ich państwo powinno sięgać dalej na wschód niż teraz i dalej na zachód niż teraz, aż po Lublin, a nawet Kraków, a Sanok, to już na pewno.

Tak skrajne poglądy są niebezpieczne dla samych ich autorów, bo skoro to ziemie  naciągane nawet pod Ruś Kijowską, która przecież nie była pra-Ukrainą, mogą spotkać się z odpowiedzią, wg tej samej logiki, że skoro Wielkie Księstwo Litewskie i Korona sięgały kiedyś daleko na wschód, to nie pozostaje miejsce na tereny dla Ukraińców i Ukrainy...

 

Wracając do słów Putina i Żyrynowskiego, że Lwów to polskie miasto, to obaj Rosjanie mają tutaj rację.

Oczywiście Lwów założył książe ruski Daniło, ale było to blisko 800 lat temu, miasto było drewniane, po drugiej stronie rzeki. Potem zostało całkowicie zniszczone. Ruscy Rurykowicze zaś żenili się z Piastami, w konsekwencji czego Ruś Czerwona, na drodze pokojowej, przeszła w ręce Kazimierza Wielkiego i Korony- Polski.

To Kaziemierz Wielki zbudował nowy Lwów- murowany, na prawie magdeburskim. Zbudował tam też zamek, kościół Dominikanów i katedrę łacińską oraz wiele, wiele więcej. To od tego momentu Lwów rozkwitł, przesiąkł kulturą łacińską i zaludnił się. Było tak nawet podczas rozbiorów, gdy Lwów był nadal tak polski, że nawet napływająca ludność austriacka szybko się polonizowała i w powstaniach stawała do walki o wolną Polskę.

 

Proszę nie podejrzewać, że należę do osób, które chcą zmieniać granicę, czy wojny z Ukrainą etc.

Tak uważam, mimo zbrodni ukraińskich nacjonalistów, wielu naszych wieków tam i świadomości, że Lwów powinien leżeć w granicach Polski, nie mieści mi się w głowie i uważam, za niemożliwe, przynajmniej militarnie. Nie tylko dlatego, że nasza armia nie pokonałaby ukraińskiej, bo tego nie wiem.

Przede wszystkim byłoby to nieetyczne. Chcemy należeć do cywilizowanego świata, nauczonego straszną lekcją II Wojny Światowej, że życie i pokój należy chronić, a nie być agresorem i mordować.

 

Nie wyobrażam też sobie w obecnej sytuacji powrotu Lwowa i zachodnich ziem dzisiejszej Ukrainy do Polski choćby dlatego, że po sowieckich czystkach i wywózkach Polaków, zostało ich tam na tyle niewielu, że trudno by było żyć i zapanować nad terenami, gdzie Polacy są mniejszością. Chyba, że Putin wziąłby na siebie kwestię wywiezienia Ukraińców pociągami, gdzieś za Kaukaz czy na Syberię- przepraszam za ponury i niesmaczny żart...

 

Dzisiejsi Ukraińcy mają prawo do swojego państwa, mają prawo bronić swoich granic, bez względu na to, jak historycznie kształtowały tam się wpływy innych, w tym Polski czy Rosji, a nawet np. Rumunii.

Bo przecież dzisiejsza Ukraina to nie tylko ziemie zajmowane niegdyś przez Polskę, Litwę czy Rosję, Węgry, ale także Turcję czy Rumunię- patrz- piękne miasto Czerniowce.

Dzisiejsi Ukraińcy mają prawo do takiego państwa. Kwestia czy na nie zasłużyli walcząc o te granice i wolność.

To czy na nie zasługują, skoro dostali je "w prezencie", po rozpadzie Związku Radzieckiego, pokazują i pokażą choćby w Donbasie- broniąc obecnych granic i rządząc się u siebie.

Takie państwo Ukraińskie powinno istnieć w nienaruszalnych granicach również dlatego, że jest państwem uznanym na arenie międzynarodowej, przez ONZ itp. Każda zmiana i naruszenie granic w Europie po II Wojnie Światowej jest niezwykle groźnym precedensem, który może rozpocząć lawinę takich działań na naszym kontynencie.

 

W tym miejscu Putin, czy jako premier, czy prezydent może mieć pretensje do Stalina, Chruszczowa, Gorbaczowa, że takie stworzono republice ukraińskiej granice w ramach ZSRR, a nie np węższe; że przekazano jej Krym oraz że Gorbaczow, w chwili rozpadu ZSRR na taki podział się zgodził.

 

Natomiast rację ma również Rosja i Putin- z ich punktu widzenia, skoro Ukraina nie jest z nimi, to chcą zatrzymać przy sobie jak najwięcej, w tym tak zrusyfikowany i strategiczny Krym, jak i inne tereny na wschodzie, ważne dla nich i zamieszkałe przez wielu Rosjan czy innych ludzi niezbyt utożsamiającymi się z narodem ukraińskim.

Oczywiście w przypadku tych ostatnich,pozostaje pytanie na ile nie utożsamiają się oni z Ukraińcami z centrum i zachodu ze względu na różnice kulturowe (które często niewątpliwie są), a na ile ze względu na propagandę mediów rosyjskich, będących pod całkowitą kontrolą Kremla.

Jeszcze inną kwestią jest to, że na Krymie Rosjanie w takich ilościach znajdują się ze względu na siłowe zaludnianie, na ziemiach etnicznie nierosyjskich.

 

Wracając do rosyjskiej propagandy, istotna jest kwestia "faszystów" i ukraińskich nacjonalistów.

Dla rosyjskiej propagandy każdy, kto przeciw nim, to faszysta. A przecież nie jest prawdą, że władzę w Kijowie przejęli faszyści, ani nawet ukraińscy nacjonaliści. Nawet jeśli w Kijowie są także ludzie wywodzący się z ukraińskiej skrajnej prawicy, to nie jest to ani prezydent, ani premier, ani większość kluczowych ministrów.

Sam zdaję sobie sprawę ze zbrodni ukraińskich nacjonalistów i groźby ich dominacji na Ukrainie.

Należy jednak wiedzieć, że większość Ukraińców, nawet tych, którzy darzą dzisiejszych nacjonalistów uznaniem, nie zdają sobie sprawy ze zbrodni ich ojców i dziadków podczas II Wojny Światowej.

Znam kilka osób z Ukrainy- dorosłych, dojrzałych, wykształconych, które nie negują, ale po prostu nie wiedzą o zbrodniach upa i banderowców. Należy zatem wykonać wielką pracę edukacyjną, wiarygodnie przedstawiającą "dokonania" banderowców, a wówczas poparcie dla nich musi spaść, jak wobec SS, NSDAP i innym niemieckich, nazistowskich wynalazków.

 

Rosja i Rosjanie swoje racje i swoje słuszne interesy mają.

Problem w metodach, jakimi je realizują. Czemu Rosja Putina jest tak nieatrakcyjna, że Ukraińcy odwrócili się od niej i również pod wpływem proeuropejskiej propagandy, chcą być bliżej Europy, a nie Rosji.

Gdyby życie w rosyjskiej orbicie wpływów było tak przyjemne, a współpraca gospodarcza tak korzystna, to nikt albo znacznie mniej ukraińskiego społeczeństwa brnęło by do Europy.

Putin z "zielonymi ludzikami" nie musiałby napadać i siłą zabierać Ukrainie Krymu i Donbasu, łamiąc prawo międzynarodowe. Mógłby realizować swoje cele metodami pokojowymi, niezrażając przy tym świata zachodniego.

Nie musiałby też manipulować przy "demokratycznych" referendach, a nawet nie musiałby wysyłać na Ukrainę ani jednego czołgu. Zajęłoby to oczywiście znacznie więcej czasu, ale "PR" byłby znacznie lepszy. Fakt, rosyjska polityka od wieków jest niezwykle skuteczna, co może budzić podziw, ale metody mogą tylko budzić obrzydzenie. 

 

W Polsce zaś powinniśmy chcieć demokratycznej i stabilnej Ukrainy, abyśmy nie musieli poprzez długą granicę z Rosją, mierzyć się z rosyjskimi metodami rozwiązaywania sporów i realizacji jej interesów.

Jednak nawet za nasze wsparcie, nie powinniśmy liczyć na nie wiadomo jaką wdzięczność ze strony Ukrainy.

Prędzej pewnie możemy liczyć na wdzięczność zwykłych ludzi, a nie władz państwa, bo tu niestety rządzi bezwględna polityka i interesy.

Możemy wspierać to, co słuszne na Ukrainie, ich demokrację, społeczeństwo, ale wysyłanie węgla za darmo na wschód, to chyba zbyt wiele.

 

Przy okazji, a wręcz przede wszystkim, powinniśmy tak jak na Białorusi i Litwie, dbać o prawa i swobody oraz pozycję Polaków mieszkających na Ukrainie, zwłaszcza że oni Polski nigdy nie opuścili- to Polska pozostawiła ich poza swoimi granicami. 

 

Bartosz Siedlar

Wiadomości