Recenzja filmu Taras Bulba
Film „Taras Bulba” z Bohdanem Stupką i Magdaleną Mielcarz to koprodukcja rosyjsko-ukraińska.
Wszedł niedawno do kin w Rosji i na Ukrainie, a ja miałem wątpliwą przyjemność zapoznać się z tym „dziełem”. Produkcja oparta na książce Gogola opowiada o mężnym, silnym i sprawiedliwym Kozaku Tarasie Bulbie i jego walce z Polakami – złymi, dumnymi i pustymi ludźmi, którzy ciemiężą lud ruski.
Na początek kilka ogólników – film sprawnie zrealizowany i zmontowany, z nie przeszkadzającą muzyką i wyrazistymi bohaterami. Sceny bitew są na pierwszy rzut oka realistyczne (TYLKO na pierwszy), jedynie samo oblężenie Chocimia wydaje się być w miarę „nie przegięte” Brutalny, krwawy obraz jest znacznie bardziej przemawiający do wyobraźni niż osławiony „1612”. Tutaj nie uświadczymy jednorożców, gadających rybek, skórzanych dział tylko agresywnych, pijących na umór Kozaków i płonące polskie domostwa.
Jest tylko jedno „ale”. „Taras Bulba” to obrzydliwa propagandówka, gdzie poziom owej propagandy jest tyleż śmieszny, co żenujący. Niemal każdy umierający Kozak nim wyzionie ducha musi zakrzyknąć: „Niech żyje ruska wiara”, „za prawosławną ruską ziemię” – nawet jeśli według wszystkich prawideł powinien bulgotać krwią. Rekordy bije sam Taras, który będąc pod koniec filmu przypiekany (tak, film ma happy end – nasi wygrywają i rozbijają Kozaków) na swoistym stosie wygłasza tyradę głosem, którego nie powstydził by się użytkownik trąb jerychońskich o konieczności łączenia Ukrainy z Rosją, o tym, że Kozacy i Rosjanie to jeden naród i car jest ojcem (swoją drogą to właśnie oburza część Ukraińców) .
Jednak teraz przejdę do meritum tego krótkiego tekstu – tego co się dzieje podczas bitew. Jest to doprawdy żenujące. Kozacy to w tym filmie bogowie pola walki. Najlepsi rzeźnicy, wirtuozi szabli, nadludzie. Oto przykłady – Kozak szarżujący z dwoma lancami i zabijający 2 husarzy naraz. Kozak, który pozbawia życia 7(!) polskich piechurów zanim zginie. Syn Tarasa morduje po kolei nadbiegających Polaków, po czym przechwytuje kopię husarza na niego szarżującego (!) i używa tej kopii do zabicia kolejnego husarza. Pochwycony przez 5-6 Polaków dwa razy niczym Neo z drugiej części Matrixa rozrzuca wrogów (a jest to wybitnie śmieszne, ponieważ wyraźnie widać jak nasi go puszczają i sami odskakują…) Ale największym nomen omen kozakiem jest nasz główny bohater – ten Conan nowożytnego pola walki szarżuje wzdłuż walczących kosząc wszystko na swojej drodze. A gdy w końcu schodzi z konia to jest niczym Tanatos – nic i nikt nie może go powstrzymać, nawet gdy traci broń to żaden z naszych nie może go tknąć. Dopiero zdradziecko zaatakowany w plecy traci przytomność. To co się dzieje pod koniec filmu, gdy Taras jest otoczony przez husarię po prostu nie przechodzi przez gardło (a raczej przez edytor tekstów… szkoda gadać).
Polacy a szczególnie husaria to ostatnie łamagi – na cały film tylko 3(!) Polaków potrafi odbić kilka kozackich uderzeń. Husaria to chłopcy do bicia – zero umiejętności, zbroje które każde cięcie przecina, które przebija strzał z pistoletu w najgrubszym miejscu (na ości)…
Gdzieś na horyzoncie majaczy historia tragicznej miłości drugiego syna Bulby do polskiej szlachcianki, ale to tylko tło.
Na zakończenie warto wspomnieć, że ostatnie 15 minut filmu (szczególnie tortury syna Tarasa w Warszawie – dziwnym trafem plac „trochę” za bardzo podobny do dziedzińca Chocimia, walka partyzancka Bulby i ogólny wydźwięk to kompletnie nieudana i wywołująca mdłości zrzynka z pełnego patosu i romantycznego ducha zakończenia Braveheart.
Podsumowując, film „Taras Bulba” to żenująca produkcja, szczególnie ze względu na nachalną propagandę i śmieszność wydarzeń pola walki. Ale jest również niebezpieczna – dla niewyrobionego widza (szczególnie historycznie) jest to opowieść dobrze nakręcona, spójna, z wartką akcją i niezłymi scenami walk – to nie „1612” gdzie każdy mrugał okiem na jednorożca – ludzie na zachodzie mogą pomyśleć, że Kozacy bili naszych przodków gdzie i kiedy się dało. A przecież było dokładnie odworotnie…
Kuba Pokojski z Signum Polonicum
komentarz Radka Sikory:
Właśnie obejrzałem “Tarasa Bulbę”. No cóż, przekaz jest jednoznaczny - Polacy zawsze byli, są (i w domyśle będą) wrogami ‘ruskiej ziemi’ i ‘prawosławnej wiary’. Nie ma się co dziwić, że Rosjanie sfinansowali produkcję tego filmu. Cel jest dla mnie oczywisty - wbić klin między Polaków a Ukraińców. Teraz tylko czekać aż komuś z naszej strony puszczą nerwy i zrobi podobną agitkę - tyle, że w drugą stronę.
Jaka więc powinna być nasza reakcja? Najrozsądniej w tej sytuacji mówić PRAWDĘ. Prawdę o tamtych czasach. Prawdę o ludziach. Tak, żeby Ukraińcy nie mogli nam zarzucać propagandy a Rosjanie nie odnieśli satysfakcji z tego, że ich plan poróżnienia naszych narodów wypalił.
Więc jeśli chodzi o prawdę, to muszę odnieść się do husarii w filmie. Faktycznie, człowiek łapie się za głowę, jak widzi sceny batalistyczne. To już Niemcy w “Czterech pancernych” byli bardziej realistycznie przedstawieni. Jazda kozacka rżnie w filmie husarię, jak zboże. Człowiek się tylko zastanawia, dlaczego w końcu ci dzielni Kozacy przegrali. Skoro byli tacy super…
Co do faktów. Te są następujące (fragment mojej książki “Na skrzydłach husarii” - można ją przeczytać na mojej stronie):
“Kończąc ten rozdział, poświęćmy kilka słów starciom między jazdą Kozaków (nie mylić z jazdą kozacką!) a husarią. Tą pierwszą najlepiej chyba charakteryzuje nieznany autor, gdy pisze:
„[...] kozacka jazda [tj. jazda Kozaków] na kształt dragoniej konnej z samopałkami [samopałami] wojują, a zsiadłszy z koni, tak się biją jako i piechota.”[1]
Jazda Kozaków, była w swej masie kawalerią lekką, nie noszącą uzbrojenia ochronnego, wyposażoną w broń palną (czasami też łuki), szable oraz spisy. Jej jakość była i jest różnie oceniana. W starciach ze znakomitą konnicą polską (to się tyczy zwłaszcza starć z husarią), wychodziły na jaw jej niedostatki wyposażenia i wyszkolenia, stąd np. taka o nich opinia:
„[...] nie są [Kozacy] jednak nadzwyczajni w siodle. Przypominam sobie, a sam to widziałem, jak zaledwie 200 polskich konnych, rozgromiło 2000 ich najlepszych ludzi”[2]
Co ciekawe, sami Kozacy także nie mieli zbyt dobrego mniemania o własnej jeździe. Gdy przed bitwą berestecką 1651 r., Polacy złapali Hrehorego Reśniowieckiego z pułku białocerkiewskiego, ten zeznał, że:
„[...] w jeździe albo kommuniku, jak oni [Kozacy] zowią, słaba nadzieja; jeden dobry junak dziesiąciu konnych Kozaków popędzić może [...]”[3]
Konkretny przykład walk między jazdą zaporoską a husarią mamy w bitwie pod Łojowem 1649 r., gdzie:
„Książę Radziwiłł Niewiarowicza z dywizją wojska na korpus Krzeczkowskiego ordynował, ile [zwłaszcza] husaryje, które złożywszy kopie, tak uderzyli na nieprzyjaciela, iż zaraz go złamali i napędzili w ucieczkę [...]”[4]
Stąd też, w starciach z husarią, jazda Kozaków przeważnie dążyła do spieszenia i walki zza osłon terenowych. W tym więc względzie przypominała dragonów. Ale gdy przeciwnik nie był aż tak wymagający jak elita polskiej jazdy, to jazda zaporoska z powodzeniem walczyła także na koniach[5].”
Dodam jeszcze tylko, że we wspomnianej powyżej bitwie pod Łojowem, jazda Kozaków miała olbrzymią przewagę liczebną nad husarią. Mimo to, jak widać, nie dotrzymała jej pola. Więcej o bitwie pod Łojowem można przeczytać w:
Komuda Jacek, Wyprawa łojowska Janusza Radziwiłła w 1649 r. W: Staropolska sztuka wojenna XVI – XVII wieku. Red. Mirosław Nagielski. Warszawa 2002.
Swoją drogą, czy zna ktoś jakąkolwiek bitwę/starcie, gdzie nie spieszona (czyli nie walcząca zza osłon terenowych czy sztucznych) jazda Kozaków wygrała z husarią?

